wtorek, 16 czerwca 2015

Strażniczka Ludu- rozdział 2 "Naprawdę najgorszy dzień"

 Woah, widzę, że moja historyjka niektórych interesuje B)
A więc będę ją kontynuować, me pućki ♥

/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\

   Nie mogłam tego dnia spać. Czułam, że ktoś mnie obserwuje.
    Obudziłam się o godzinie 4:07. Wywlokłam się wolnym krokiem z mojego łóżka, które przypominało łóżeczko dla pięciolatki- było pastelowo różowe z pościelą w tańczące koty. Cały mój pokój był żenujący... 13-latka mieszkająca w pokoju z różowymi ścianami. W każdym bądź razem zeszłam na parter. Gdy zeszłam powoli po schodach, skręciłam w prawo, prosto do naszej zniszczonej kuchni. Otworzyłam wiszącą szafkę, z której wyciągnęłam naszą najlepszą miskę w kwiaty. Półkę wyżej jedyne co znalazłam, to opakowanie płatek śniadaniowych w kształcie zwierząt z zoo ( podejrzewałam, że to dla tego niedorozwoja, Willa ) i pajęczynę, więc zdecydowałam, ze wezmę chrupki, choć na jedno wyszło. Zjadłam śniadanie, zrobiłam sobie kakao i poszłam z nim znów do mojego pokoju. Usiadłam na dywanie i wypiłam małymi łyczkami mój napój. Wstałam, po czym poszłam się ubrać i uczesać. Gdy tylko weszłam do łazienki, postanowiłam podejść do lustra i zobaczyć, jak wyglądam dzisiaj. Dodatkowym zaskoczeniem stało się, że przez noc włosy mi się pofalowały, a ja tego nie zauważyłam. 
    Ubrałam moje najlepsze ubrania- szarą bluzę zakładaną przez głowę. spodenki w kolorze munduru wojskowego i w tym samym kolorze bardzo wysokie getry. Zaplotłam jednego cieniutkiego warkoczyka, który sprawiał wrażenie szarego pasma włosów. Gdy skończyłam się zbierać i gdy wzięłam prysznic oraz umyłam zęby, poszłam się spakować. Po kolei do mojego zniszczonego plecaka leciały książki od chemii, biologii, fizyki, matematyki i francuskiego, zadanie domowe na temat mieszania roztworów oraz usprawiedliwienie. Gdy skończyłam, była już 6:24. Miałam jeszcze godzinę do autobusu. Postanowiłam zrobić coś głupiego.
                                                                       ***
      Weszłam po cichu do łazienki, by żaden z mieszkaniec tego domu mnie nie zobaczył. Wzięłam swoją kosmetyczkę z której wyciągnęłam bezbarwny tusz do rzęs i zaczęłam powoli jeździć szczoteczką po rzęsach. Wyglądały pięknie. Gdy skończyłam, wybiegłam z łazienki. Minęło już pół godziny. Wzięłam mój plecak i poszłam ubrać moje glany, spod których ledwo było widać moje getry... szczerze, teraz te getry wyglądały jak skarpetki.
                                                                      ***
     Na przystanku było zimno. Autobus spóźnił się trzy minuty. Gdy weszłam, od razu Anne zaczęła do mnie machać z końca pojazdu. Podeszłam szybkim krokiem do niej. Rodzeństwo Glees siedziało jak zwykle razem. Anne była jak zwykle uśmiechnięta i dziewczęco ubrana- tym razem postawiła na białą, zwiewną sukienkę, w której wyglądała jak aniołek, gdyby nie to, że była zgarbiona. Zaś Mico siedział jak zwykle wyprostowany. Był ubrany w białą koszulkę na krótki rękaw z kołnierzykiem, szare spodnie i eleganckie buty. Miał kamienną twarz i jak zwykle swoją grzywkę zaczesaną na lewą stronę. Usiadłam na wolnym siedzeniu w rzędzie obok nich. Reszta drogi minęła bez słowa.
                                                                     ***
     Lekcja matematyki była najgorszą lekcją świata. Po co nam coś takiego jak na przykład wzór na sumę sześcianów lub na kwadrat sumy trzech składników?! W każdym razie lekcja ta trwała wieki. Gdy wyszłam z klasy, wiedziałam, że szykują się kłopoty- w stronę czytelni szedł Mico z mnóstwem książek, a parę metrów od niego stał niedorozwój z swoimi kolegami i swoją czerwonowłosą dziewczyną, Dafne. I wtedy zaczęły się kłopoty:
- Hej, badylarzu! Refleks!- krzyknął Will, po czym rzucił w głowę Mico piłką do futbolu.
     Na twarzy Mico było widać tylko co chwilę ból, złość i znowu jego kamienną twarz. Zewsząd słychać było śmiech, choć najbardziej to taki przypominający zmieszanie indyka z koniem i świnią- Dafne. Nagle zaczeła mówić tym swoim skrzeczącym głosem:
- Badylarz - ( obrzydliwy śmiech zwierząt z farmy )- A to dobre! Co za frajer z tego dziecka!
     I wtedy ujrzałam Anne. Jej twarz była koloru włosów Dafne. Wtedy się "obudziłam" i podbiegłam do Mico:
- Wszystko dobrze? Nic ci nie jest?
Pokiwał tylko głową, że nie, ale ja zauważyłam na jego idealnych włosach plamę krwi.
Wtedy odezwał się niedorozwój:
- Noun, odejdź, nie rób mi siary!
- Nie jestem Noun, tylko North i nie odejdę. Co ci w ogóle odbiło?!- odparłam z powagą w głosie.
- Nie ważne, Noun, North, i tak brzydkie. Posłuchaj mnie, to nie twoja sprawa. Co ty tutaj jeszcze robisz? Nie gadaj, że zadajesz się z tym patykiem i jego siostrzyczką kijkiem!
Wtedy pomogłam do końca zbierać książki Mico i zaczęłam wojnę:
- Przyrzekam ci, że Nicolette się o wszystkim dowie!
- Moja matka nic mi nie może zrobić- powiedział z rozbawieniem w głosie.
- A więc wolisz, żebym powiedziała twojemu ojcu?!
- Idź stąd ty patyczaku! No, już, won! Myślisz, że się ciebie boję?! Śmieszna jesteś!- zaczął mnie pchać.
     Wtedy zadzwonił dzwonek:
- W domu masz przesrane, młoda.
    I nagle do boju weszła Anne:
-Ty masz czelność nazywać mojego brata frajerem?! Popatrz lepiej na siebie! Nie widzisz, że masz dziewczynę, która chodzi z tobą tylko dla szpanu?! Myślisz, że grożąc innym będziesz fajny?! Mylisz się!
        Gdy byłam skupiono na furii Anne, Mico złapał mnie za nadgarstek i odciągnął na bok, po czym dał mi plecak. W dali było słychać krzyki Anne, ale na razie najważniejszy był jej brat:
- Idziemy do pielęgniarki, teraz.
Wtedy Mico popatrzył na mnie z złością w oczach i pokiwał głową w stronę mojej klasy, co znaczyło, ze chce iść sam, a ja mam iść na lekcję.
        Odeszłam, choć z niechęcią
                                                                    ***
       Weszłam na stołówkę, z nadzieją, że chociaż w spokoju zjem lunch. Jak bardzo się myliłam.
        Okazało się, że przygłup zauważył  moje "piękne" zęby i rozgadał wszystko swoim kolegom. Stojąc w kolejce po jedzenie, ustawili się za mną i zaczęli krzyczeć:
- Pokaż ząbki!
- Lepiej nie, jeszcze ugryzie!
Wtedy się wszyscy zaczęli śmiać, gdy nagle poczułam ucisk na nadgarstku. Mico miał jednak mocny uścisk. Zaciągnął mnie pod drzwi wejściowe do szkoły:
- Uciekamy. Teraz.
- Łał. Ty umiesz mówić?
Mico spojrzał z rozwścieczeniem w oczach, po czym uśmiechnął się łobuzersko:
- Owszem, umiem.
- Po co mamy uciekać? Znowu się wpakowałeś w kłopoty? Powiedz to Anne, ona ci pomo..
- Nie ma Anne.
- To gdzie ona jest?
- Została wezwana na dwór.
Nagle zaczęło być słychać bieg. Wtedy Mico znów złapał mnie za nadgarstek i biegł w stronę najbliższego  lasu.
         Po dość długiej ucieczce zatrzymaliśmy się w kręgu drzew. Mico wyciągnął z plecaka fiolkę z białym prochem, który się świecił. Wysypał sobie trochę na dłoń:
- Mico, wytłumacz mi, kogo ścigają i za co?
- Ciebie, za to, że jesteś jedną z nas.
Wtedy złapał mnie za dłoń.
        I nagle białe, oślepiające światło trafiło mnie w oczy. Nie czułam już nic...

1 komentarz:

  1. Mój pućku ;-) Pfff... Supcio! Ale posciel powinna byc w zdownione kotki :-*

    OdpowiedzUsuń