czwartek, 26 listopada 2015

Immaculate Blood- rozdział 2 "Na Pokątną!"

 HOGWART
SZKOŁA
MAGII I CZARODZIEJSTWA
Umundurowanie
 Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych),
2. Jedną, zwykłą, spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
Podręczniki:
 Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
"Standardowa księga zaklęć (I stopień)" Mirandy Goshawk
"Dzieje magii" Bathildy Bagshot
"Teoria magii" Alberta Wafflinga
"Wprowadzenie do transmutacji (dla początkujących)" Emerika Switcha
"Tysiące magicznych ziół i grzybów" Phyllidy Spore
"Magiczne wzory i napoje" Arseniusza Jigger
"Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" Newta Scamandera 
"Ciemne moce: Poradnik samoobrony" Quentina Trimble
Pozostałe wyposażenie:
1 różdżka
1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
1 teleskop
1 miedziana waga z odważnikami 
  Studenci mogą także mieć jedną sowę ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę
PRZYPOMINA SIĘ RODZICOM ŻE STUDENTOM PIERWSZYCH LAT NIE ZEZWALA SIĘ NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ.
-Clar, nie cieszysz się?- tato był szczęśliwy jak nigdy.
 "Tak się składa, że nie! Najpierw słucham, jak się drzecie 'Na Pokątną!', potem ten... ten kominek mnie wyrzuca na środek ulicy, a teraz będę musiała z wami łazić przez kilka godzin!"
-Jest idealnie, tatusiu.
-To dobrze. Holly, co robimy?
-A więc tak... Ja idę z Clarisse do Madame Malkin - mama była uśmiechnięta. Zakupy to jej żywioł - a potem do Ollivander'ów. Joe- ty kupisz Clar książki. Nick- fiolki i kociołek, no i jakbyś mógł, to wagę. Leo- sowa. Tylko bez żartów!Andrew, ty pójdź po teleskop.
  Gdy skończyła, dała każdemu sakiewkę pełną syklów, po czym każdy poszedł w inną stronę.
***
  Z torbami pełnymi ubrań poszłyśmy po różdżkę. Nareszcie coś ciekawego...
-Dzień dobry...
-Witam panie Ollivander.- mama się rozpromieniła.
-Czyżby... młoda panienka Slytherin?
-A jakżeby inaczej.
***
-To chyba ostatnia różdżka jaka jest w tym sklepie... Tylko ostrożnie!
  Wzięłam do ręki jasny kawałek drewna, z którego wystrzeliły iskry rozświetlając staranowany sklep.
-13 cali, jodła, rdzeń z włosa jednorożca. Bardzo dobra różdżka...
***
  Po paru godzinach wróciliśmy do domu. Tak mało czasu zostało do wyjazdu do nowej szkoły. Zaczęłam w myślach odliczać dni...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej kochani!
Przepraszam, że tak długo nic nie było, ale nauka mnie powaliła. Postaram się wrzucać posty tak często, jak dam radę. Jak się podoba rozdział? Mam nadzieję, że nie jest najgorszy...
Pamiętajcie, że miło mi jest, jak komentujecie. A i jest włączona opcja 'Anonim'!
Buziaczki
~Tiko

niedziela, 30 sierpnia 2015

Immaculate Blood- rozdział 1 "Ród Założycieli"

HOGWART
SZKOŁA
MAGII I CZARODZIEJSTWA
 

   Szanowna Pani Slytherin
   Mamy przyjemność poinformować Panią, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
   Rok szkolny rozpoczyna się 1 września. Oczekujemy Pani sowy nie później niż 31 lipca.
   Z wyrazami szacunku,
Minerwa McGonagall
Dyrektor
 ஐ
   Od tego listu można właściwie zacząć
   Dostałam się do Hogwartu! O matko! Kto by się spodziewał? Ja, dziewczyna, której którymś z kolei pradziadkiem był Salazar Slytherin miałam się nie znaleźć w tej szkole? No przepraszam bardzo, ale ja mam już wszystko zaplanowane (nie przeze mnie, ale jest). Dla mnie ten list to nic nowego, ale rodzice zachowali się, jakby to był cud. Zresztą moi bracia się dostali, więc i ja MUSIAŁAM.
   Ale gdzie moje maniery! 
   Nazywam się Clarisse Slytherin, jestem czwartym dzieckiem Andrew i Holly Slytherin. Mam 14 lat (po bitwie o Hogwart pani McGonagall zmieniła zasadę- na pierwszy rok idzie się w wieku 14 lat, by zachować bezpieczeństwo). Mam trzech starszych braci: Leon'a, Nick'a i Joe'go. 
   Ale wracając do tematu... W tym roku tak się złożyło że na pierwszy rok idą bachory które wywodzą się z czterech najsławniejszych rodów- Slytherin, Ravenclaw, Hufflepuff i Gryffindor. Zatem będzie ciekawie.
   Najgorsze jest to, ze wymagają od NAS bycia najlepszymi czarodziejami w historii...
   Co to, to nie! Ale może ja się mylę...
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
Wiem, krótkie, ale jak się spodoba, to jeszcze dziś wrzucę 2 rozdział, może i 3.
Pamiętajcie o komentowaniu!
~Tiko

Krótkie info od Vani.

Hejka Pyśki c:
Z kolejnym rozdziałem mojego jakże (nie)wspaniałego FanFic'u będziecie musieli trochę poczekać, ponieważ był on zapisany na moim telefonie, który po oddaniu mojej siostrze magicznie się zepsuł. ._. Więc najpierw trza go naprawić (co postaram się zrobić jak najszybciej i jak tylko się będzie dało). Także żegnam, trzymajcie się i narka. :3
~ Vanilka

Tiko informuje!

Przykro mi, lecz zeszyt się jeszcze nie znalazł. Może na razie zrobimy coś nowego? Co powiecie na Immaculate Blood? Oto opis:
  Ten rok w Hogwarcie będzie inny, niż poprzednie. Dzieci czterech potężnych rodów: Slytherin, Hufflepuff, Gryffindor oraz Ravenclaw połączą siły, by stawić wspólnie siły przeciwnością życia, ale również pokonają wiele przeszkód tylko po to, by obronić szkołę...
  Od razu mówię, że to opis całej serii. I jak wam się podoba? Może wolicie coś innego? Napiszcie w komentarzach, co sądzicie. Przypominam, że można komentować nie będąc zalogowanym!
~Tiko

sobota, 1 sierpnia 2015

3 miesiące #1 

Dobry wieczorek <3. Właśnie wpadłam na kolejną historię, po nie udanej próbie napisania posta. A więc spróbuję nie przynudzać aczkolwiek nie obiecuję że już na początku będzie jakoś MEGA ciekawie, ponieważ w życiu nie pisałam żadnej historii, zwłaszcza na blogu. No może oprócz tej wczorajszej która się nie zapisała. Co do nazwy - wiem że jest genialna xD. Zatem zaczynam.


Jak zwykle wstałam rano, zegar wyraźnie wskazywał godzinę 7:00. To nie tak że przeszkadzało mi to że muszę wstawać. Przebrałam się w moją fioletowo-białą bluzę z długimi (trochę poszarpanymi) rękawami. Zeszłam po schodach i przede mną pokazała się osoba której wcześniej nie widziałam u siebie w domu. Był to mężczyzna. Wyglądał młodo, ale trochę... dziwnie? Posiadał przy sobie długą czarną laskę, oraz kotka [?]. Jego włosy były długie i dosięgały mu aż do czerwono-czarnego kaptura. Odwrócił twarz w moją stronę i uśmiechnął się, jakby był mi bliski. Od razu wydał mi się dziwny. Najbardziej zastanawiało mnie : co on robi w moim domu? Chciałam zacząć krzyczeć, lecz on w tej chwili pokazał mi gestami bym tego nie robiła. Poczułam się jakby czytał w moich myślach. W końcu zapytałam się go kim jest, na co on odpowiedział :

- Nie jestem kimś specjalnym. Po prostu przyszedłem tu, by zabrać cię do piekła <3.

Powiedział to z taką łatwością jakby to była codzienna informacja. Pierwszą rzeczą którą zrobiłam było zaśmianie się, - bo przecież jak miałam uwierzyć że obcy mi mężczyzna przyszedł zabrać mnie do piekła? Fakt - moje życie nie było idealne, moje zachowanie też. Ale w to nie mogłam uwierzyć więc zaczęłam być ciekawa o co w tym chodzi. Zapytałam go prosto z mostu ;

- Kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem Jeremy. Wybacz mi moją nieuprzejmość. Widzę że nie wierzysz w to co mówię. 

Chciało mi się śmiać i płakać. Jak miałam uwierzyć w coś tak niedorzecznego?
Wtedy Jeremy machnął swoją czarną laską a podłoga "otworzyła" się jak książka. Nie zdajecie sobie sprawy z mojego zdumienia! Tu już nie chodziło mi o to jakim cudem on to zrobił, lecz o to jak brutalnie zniszczył podłogę w moim domu! Miałam ochotę go po prostu wyrzucić! Byłam tak zła że miałam chęć go uderzyć, ale wtedy mogłabym tylko pogorszyć swoją sytuację oraz sytuację mojego mieszkania. Jeremy widząc że się uspokoiłam postawił laskę a podłoga była jak nowa. W sumie, to byłam mu za to wdzięczna... Jeremy patrząc na moją twarz wyglądał jakby miał wybuchnąć śmiechem. W końcu po 5 minutach zrobił poważną minę i powiedział :

- Nie chcesz tam wylądować, prawda? - Nie musiałam na to odpowiadać, bo przecież... Kto by chciał? - Mam dla ciebie pewną propozycję. Czy zechcesz jej wysłuchać? - kiwnęłam głową, bo co miałam do stracenia... - Dobrze, więc. Jeżeli w ciągu 3 miesięcy poprawisz swoje zachowanie (mówił do mnie prawie jak do dziecka!) nie wylądujesz w tym ponurym miejscu... Ale musisz zapewnić mieszkanko mi i Kosiarzowi (podejrzewam że to imię jego kota [?]). To żaden problem, prawda?

Miałam odpowiedzieć lecz w tym momencie usłyszeliśmy roztrzaskujący się szklany przedmiot. Była to moja ulubiona waza, przywieziona z mojej wycieczki. Rozbił ją ten pchlarz! Miałam tak wytrzymać 3 miesiące... Nie ciekawa sytuacja, prawda? Na pewno nie dla mnie i mojej wazy... ([*] świeczka dla wazy od autora) Spojrzałam na mój zegarek. Nim zdążyłam zauważyć była już 8:12. Byłam prawie spóźniona! Ale Jeremy wcale nie wyglądał na zmartwionego. Zakłopotana, nie mogąc wybrać pomiędzy spóźnieniem a pójściem bez śniadania, zapytałam Jeremiego czy mógłby coś na to poradzić. Ale cóż... On wolał ganiać za kotem nie zwracając w ogóle na mnie uwagi. Dzięki ci, Jeremy. Wybiegłam szybko z domu a Jeremy wybiegł za mną. Co najgorsze - przebrany był jak normalny uczeń. Wiedziałam że to nie skończy się dobrze...

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

To na dzisiaj tyle. Dziękuję za przeczytanie i przepraszam za wszelkie błędy z mojej strony! Mam nadzieję że historia się podoba. Wiem że imię głównej bohaterki nie zostało podane ale poznacie je już w drugiej części. Dobranoc ~

~Moniaczeq

Witajcie!

Jak widać (a może nie widać) po powitaniu jestem nową redaktorką na tym blogu ( w koońcu <3).
Wczoraj prawie już dodałam post oraz historię lecz jakimś cudem wszystko to mi się nie zapisało i post został usunięty. Mam już pomysł na historię, lecz to w następnym poście. Nie widzi mi się przepisywanie wczorajszego postu. Więcej informacji napiszę pewnie w następnym poście a historia powinna pojawić się dzisiaj bądź jutro :)

I przepraszam że ciągle piszę 'post' i tym podobne.

~Moniaczeq

piątek, 31 lipca 2015

FanFic FNaF #1

Nie wiem co napisać we wstępie.. D:
W każdym razie przepraszam za wszelkie błędy, ale leniwej Julii nie chciało się poprawiać ;_;
Wszelkie nieścisłości proszę ignorować, zazwyczaj jest to moje zamierzone działanie.
Miłego czytania :3
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
  Ruszyłam w kierunku pomalowanego na bursztynowy kolor budynku. Nad drzwiami wejściowymi wisiał świecący szyld, z jaskrawym napisem "Freddy Fazbear's Pizza" oraz uśmiechniętym niedźwiedziem ubranym w czarny cylinder i muszkę. Weszłam do środka zerkając na zegarek. Była 23:43. Zastanawiacie się co mogę robić w pizzeri o tak późnej porze? Otóż ze względu na moje fundusze które pozostawiały naprawdę wiele do życzenia postanowiłam znaleźć jakąkolwiek, byle dobrze płatną pracę. Co do stanu mojego konta bankowego; wcale nie byłam i nie jestem rozpuszczoną 19-latką, której nie stać na najmodniejszy w tym sezonie płaszcz, czy cholernie drogie szpilki. Moje problemy finansowe nie są tak płytkie jak moglibyście pomyśleć. Ledwo starcza mi na czynsz za jednopokojowe mieszkanie, nie mówiąc już o jakichkolwiek ubraniach lub kosmetykach. Szperając w internecie natknęłam się na ogłoszenie o pracy stróża w tej właśnie restauracji. Pensja była wysoka, a przynajmniej dla mnie. Przychodząc tu po raz pierwszy na nocną zmianę nie miałam pojęcia, na co się piszę. Weszłam do środka stukając moimi ciężkimi, znoszonymi glanami o posadzkę. Doszłam do biura, gdzie na krześle obrotowym siedział fioletowłosy chłopak. Na oko był starszy ode mnie o rok, maksymalnie dwa lata. Zerknął na mnie kątem oka.
- Mam rozumieć, że to ty jesteś ta nowa? - wziął do ręki tablet.
- Mhm. - przytaknęłam. - Myślałam, że będę sama. - położyłam swoją torbę obok drugiego krzesła, po czym usiadłam.
Chłopak zaśmiał się kpiąco.
- Sama byś sobie nie poradziła. - poprawił czapkę.
Poczułam się urażona. Ja miałabym sobie nie poradzić?
- A co może być trudnego w monitorowaniu lokalu, na dodatek nocą? - nie ukrywałam oburzenia.
- Więc jeszcze nie wiesz?
- A jest coś co powinnam wiedzieć? - coraz bardziej mnie irytował.
- Przede wszystkim powinnaś znać moje imię. - wstał. - Jestem Vincent.
Popatrzyłam na niego. Był wysoki i dobrze zbudowany. Miał na sobie fioletowy uniform idealnie dopasowany do koloru jego włosów.
- Jane. - przedstawiłam się.
- Dobra, skoro już się poznaliśmy, to chyba mogę przejść do sedna. - ponownie usiadł i założył nogi na biurko. - Zgaduję, że szef nie wspominał nic o krwiożerczych bestiach, chcących cię dopaść?
Wzięłam to za żart, zauważając szeroki uśmiech malujący się na jego twarzy.
- A co to ma niby znaczyć? - spytałam udając obojętność, lecz w rzeczywistości zaintrygowały mnie te słowa.
- Znaczy to co znaczy. Zresztą, nie muszę chyba tłumaczyć. - popatrzył na zegarek. - Mamy równo dwunastą, więc sama się wkrótce przekonasz.
Wzięłam do ręki tablet i zaczęłam po kolei przeglądać kamery. Przez ponad 20 minut nie działo się kompletnie nic. Jednak po tym czasie ten fioletowy królik... Bonnie, zniknął ze sceny.
- C-co? - wydukałam z siebie oszołomiona.
- Ruszył się? - zapytał Vincent, zaglądając mi przez ramię. - Dość wcześnie, nawet jak na niego. - stwierdził.
Byłam w szoku. Jak on mógł być taki spokojny? Halo, animatroniczny królik właśnie zlazł ze sceny i szlaja się gdzieś po lokalu! Pomijając już fakt, że w ogóle nie powinien się ruszać...
Vincent przejął dowodzenie sprawdzając wszystko co konieczne; położenie Bonnie'go, ilość energii oraz godzinę.
- Zaraz przyjdzie lewym korytarzem, więc zamknij drzwi, a ja pobiegnę do generatora.
- Zostawiasz mnie tu?! - zatrzymałam go.
- Ej, chyba wytrzymasz beze mnie te dwie minuty? - mrugnął do mnie.
- Oczywiście, że tak...! - odparłam zmieszana.
Po chwili zostałam sama. Byłam spanikowana jak nigdy dotąd. Zamknęłam lewe drzwi, tak jak mówił Vin.
- Bonnie, odejdź stąd! - walnęłam ręką w metal, za którym stał ten niewyżyty królik.
Oparłam głowę o ścianę - a przynajmniej tak mi się wydawało. W rzeczywistości nacisnęłam przycisk otwierający drzwi. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować Bonnie już znalazł się w biurze. Gwałtownie wstałam i uderzyłam plecami o ścianę znajdującą się za mną. Animatronik zbliżał się niebezpiecznie szybko, powodując u mnie palpitacje serca. Najlepszym rozwiązaniem wydała mi się ucieczka, więc rzuciłam się w stronę prawego korytarza. Biegłam najszybciej jak mogłam, oglądając się za siebie. To blaszane gówno dalej starało się mnie dopaść! Nie wiedziałam gdzie mogę się ukryć. Nie znałam nawet dobrze planu budynku, a co dopiero kryjówek do śmiercionośnej gry w chowanego. Z zamyślenia wyrwało mnie uderzenie. Po sekundzie leżałam na zimnej posadzce pizzeri.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
To tyle :3 Trochę krótko mi zeszło, no ale w notatniku telefonu wydawało się to dłuższe :v Zachęcam was do komentowania i w ogóle do oceniania *^*
~ Vanilka
(dobra, będę tak dobroduszna i nie wstawię tego loga x3)