Hejaczka ^^
Lecimy z trzecim rozdziałem, ZIUU. ^-^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Halo? - w słuchawce rozległ się lekko drżący głos Beatrice.
- Tris? Słuchaj, czy to wszystko... się wydarzyło?
- Masz na myśli to dzisiejszej nocy?
- Właśnie...
- Mhm... - chrząknęła cicho.
- Ale... przecież to niemożliwe. - Scarlett usiadła na łóżku w lekkim szoku. Dalej nie mogła otrząsnąć się po tych wydarzeniach.
- Wiem przecież! Ale widziałyśmy to. Na własne oczy.
Do pokoju wszedł Jason.
- Dobra, muszę kończyć. - rozłączyła się.
- Z kim gadałaś? - usiadł na parapecie.
- Jak długo zamieniasz się wtryniać w moje życie? - spytała z nutą ironii w głosie.
- Nie odpowiedziałaś mi. - uśmiechnął się.
- Bo nie mam takiego obowiązku.
- Jak sobie chcesz... W każdym razie ja muszę lecieć. Umówiłem się z kumplami.
- Jakimi kumplami? - uśmiechnęła się szyderczo.
- Bardzo śmieszne Scar... ._. - po tych słowach wyszedł z pokoju.
Scarlett
nakryła się niebieskim kocem w uśmiechnięte króliczki, który
towarzyszył jej od dziecka. Był już trochę przymały, ale za to cieplutki
i miękki. Uwielbiała czuć ten delikatny puszek na swojej twarzy. (Czy
jakoś tak..). Leżała tak z dobry kwadrans, dopóki mama nie zapukała do
drzwi jej pokoju.
- Wejdź. - wystawiła głowę spod kocyka. (<3)
- A ty nie idziesz dzisiaj do szkoły? - uniosła jedną brew, wchodząc do pokoju.
-
Jak mam niby iść? Spędziłam całą noc nieprzytomna w lesie. Myślisz, że
mam siłę iść po czymś takim na nudne i monotonne lekcje, otaczając się
dziwnymi i totalnie nie rozumiejącymi mnie ludźmi? A, no i nie
zapominajmy o nauczycielach. To, to już w ogóle jest inny wymiar. - wzrok miała wbity w sufit.
- No dobrze... Może jesteś głodna? - spytała zbierając brudne ubrania do kosza na pranie.
- Nie.
- Jak będziesz chciała coś zjeść, to zejdź na dół do kuchni. - rpowiedziała przez zamykające się drzwi.
- Jasne. - ponownie nakryła się swoim kocem.
Myślała
o tym co się wydarzyło. Nie mogła tego logicznie poukładać w całość.
Jedno nie łączyło się z drugim, a kiedy wydawało jej się, że wreszcie
zrozumiała, pojawiał się kolejny niepasujący szczegół.
"Nie mogę tak cały dzień leżeć..." - pomyślała po dłuższym czasie.
Wstała, przebrała się w białą, luźną bluzkę na ramiączka, na którą nałożyła skórzaną kurtkę i wyszła z domu.
Zadzwoniła do Judii.
- Hej, mogę wpaść? - spytała zmęczonym głosem.
- Tak, jasne. - nie pracowała, więc mogła zgodzić się na jej wizytę.
Po
paru minutach Scarlett dotarła do wieżowca, który zamieszkiwała Judii.
Wgramoliła się po schodach na siódme piętro. Nigdy nie lubiła jeździć
windą, więc i tym razem sobie odpuściła. Zapukała do mieszkania
przyjaciółki, która już po chwili otworzyła drzwi.
- Cześć Scar.
- uśmiechnęła się. To był ten ciepły uśmiech, za którym Scarlett tak
bardzo tęskniła. Po dwóch latach rozłąki, nareszcie mogła go zobaczyć.
- Hej. - powiedziała i weszła do środka.
- Coś się stało? Kiedy dzwoniłaś brzmiałaś niepokojąco... - usiadły na kanapie w salonie.
- Sama nie wiem, czy ci o tym mówić... - podrapała się nerwowo w tył głowy. (Taki tik nerwowy x3)
- Powiedz! - złapała ją za ramię.
- No dobra... - westchnęła.
Scarlett opowiedziała jej wszystko, co wydarzyło się tej nocy.
- No wiesz.. Na pewno da się to jakoś wyjaśnić... - Judii była miłośniczką 'logicznych wyjaśnień' i zagadek. Miała nawet w planach zostać detektywem.
- Jak? To się wszystko kupy nie trzyma!
- wstała i podeszła do okna. Przez to wszystko zapomniała o swoim
panicznym lęku wysokościowym. Po prostu stała i obserwowała co dzieje
się na podwórku.
- Scar...?
- Hm?
- A... nieważne... - chciała przypomnieć o jej fobii, ale się powstrzymała.
- Ja już chyba pójdę. Po tym wszystkim jestem zmęczona...
- Jasne. Odprowadzić cię?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie, wiesz? ;-;
- Spooko. - uśmiechnęła się.
Zamieniły jeszcze kilka słów, a potem Scarlett wyszła.
Była
już 17:30. Scar siedziała na parapecie, trzymając w dłoni książkę
zatytułowaną "Świat równoległy". Bardzo lubiła czytać. Zwłaszcza
historie Science Fiction, ale dzisiaj po prostu nie mogła. Za bardzo
przypominało jej to o dziwnych zdarzeniach, które ostatnio przeżyła.
Miała tego dość.
- Cholera! - rzuciła książką o ścianę i usiadła przy biurku. Uruchomiła laptopa.
Oglądała filmy na YouTub'ie do około 23:59. Równo o północy, automatycznie zasnęła.
Ku jej przerażeniu, ponownie obudziła się w tajemniczym pokoju.
- Nie... Nie, nie, nie! - wybiegła z pomieszczenia jak najszybciej. - Tris?! Tris, jesteś tu?!
Po chwili odezwał się głos.
- Jestem!- Beatrice wyłoniła się zza drzwi.
- Jak dobrze... - odparła z ulgą. - Bałam się, że tym razem będę tutaj sama.
- Ale... dlaczego znów tu jesteśmy? - rozejrzała się dla upewnienia, że to dalej to samo miejsce.
- Nie wiem, ale strasznie mi się to nie podoba...
Nagle w korytarzu rozległ się dźwięczny głos Judii.
- Dziewczyny...? - podeszła do nich.
- Judii! Mówiłam ci! Mówiłam ci, że to prawda!
- No widzę, ale... dlaczego ja? :|
- Też chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. - tuż za Scar i Tris stał Jason.
- E.. Ale.. Wy... też? - wydukała zdezorientowana Scarlett.
Żadne z nich nie miało pojęcia gdzie jest, więc poszli w stronę schodów...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kłoniec. :3 Tej właściwej akcji jeszcze nie
ma, więc spokojnie, to się jeszcze rozwinie xd Czekajcie cierpliwie na
czwarty rozdział. *-* (Mam wrażenie, że ten jest krótszy od poprzednich
:| )
~ Vanilia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz