poniedziałek, 15 czerwca 2015

Amnesia #1 - 'Początek Koszmaru'

  Witam. B)
I oto nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy to Vanilka zacznie pisać na blogu Tiko ^^ Tak króciutko o mnie, żebyście mi nie usnęli, a potem przejdę do opowiadania :3
Jestem Julia, mam 13 lateł. Moją pasją jest taniec, szkicowanie i śpiewanie (chociaż wyję jak wilk do księżyca ;-;). No i oczywiście pisanie (dość często dziwnych i porypanych) opowiadań ^-^ Tak, obeznaliście się już ze mną, więc możemy zaczynać. *^* 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszystko wydawało się normalne. Scarlett szła ciemnymi o tej porze ulicami, na przedmieściach Londynu, delikatnie oświetlanymi przez latarnie. Zboczyła na leśną ścieżkę.
"Pójdę na skróty..." - pomyślała.
Gdy powoli zmierzała do domu poczuła silne kopnięcie w okolicach kręgosłupa. Upadła na ziemię, po czym otrzymała jeszcze mocniejszy cios, tym razem w głowę. Straciła przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Cześć kochana. - powiedziała Tris witając się ze Scarlett, z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Bez takich ceregieli, proszę. - odparła ze śmiechem dziewczyna.
- Ah, no tak. Już zapomniałam jaki masz charakterek. - Tris mrugnęła do niej porozumiewawczo.
- Ah, a ja zapomniałam jaka ty potrafisz być upierdliwa :B
- Ah, a ja zapomniałam jaka ty jesteś czepialska.
- Będziemy się tak sprzeczać, czy ruszymy w końcu w stronę tego wariatkowa? (czyt. szkoły) - spytała lekko poirytowana już Scarlett.
- Co? A, tak...
Szły chwilę w milczeniu.
- Myślisz, że ta krowa od matmy nam coś zada? - przerwała ciszę Tris.
- Znając ją to pewnie tak. I to cholernie dużo x3
- Tak po wakacjach? :C  (no a czemu nie? .-.)
- A czego ty się spodziewasz? Cudu Boskiego? - wybuchnęła śmiechem, który jak zawsze był niezbyt głośny i dało się w nim słyszeć nutkę ironii.
- Bardziej porwania tego babska przez illuminatian, ale... tak, to chyba też można zaliczyć do Cudu Boskiego. - odparła ze śmiertelną powagą w głosie Beatrice, z miną niedorozwiniętego muła.  (mówiłam, że będzie apokalipsa...? ;-;)
Scarlett parsknęła i opluła przyjaciółkę.
- Dzięki. - ironicznie powiedziała ofiara toksycznego jadu - zwanego śliną - wycierając twarz.
- P-przepraszam. - wykrztusiła Scarlett, dławiąc się śmiechem.
Tris pomogła jej wstać z chodnika, po czym kontynuowały podróż do szkoły. Wlokły się jak żółwie na Saharze, w 40 - stopniowym upale.
  Gdy dotarły do 'wariatkowa', od razu chciały iść pod salę od matematyki - bo była to pierwsza lekcja w nowym roku szkolnym - ale strażnik Teksasu, pani woźna zwróciła im uwagę i kazała zmienić buty przed wejściem na piętro. (i skąd ja to znam? ;_; )
Niechętnie zeszły na dół do szatni, szepcząc pomiędzy sobą;
- Głupia jędza. - rzekła dotknięta Tris.
- Chodź i nie gadaj. Potem wpuścimy jej kolekcję owadów mojego brata do dyżurki.
Ostatecznie zmieniły obuwie. Gdy rozległ się dzwonek szybko pobiegły na górę.
W klasie nic a nic się nie zmieniło. Ławki dalej były poniszczone i pobazgrane, na tablicy dalej były zacieki, a nauczycielka dalej była wredną żmiją. Normalka.
Scarlett usiadła w swojej ławce, w której siedziała już 4 lata. Tak. 4 długie lata. gdyby nie fakt, że musi powtarzać klasę, już dawno znajdowałaby się za granicą Londynu.
   Dosłownie co trzy minuty zerkała na zegarek, modląc się w duchu aby ta męczarnia się już skończyła. Ostro ich ta jędza cisnęła, oj ostro. Kilkakrotnie poprosiła Scarlett do tablicy.
"Uwzięła się na mnie jak nic! Niech płonie w odmętach piekła!" - przeklinała ją w duchu dziewczyna.
Szczerze jej nienawidziła. Była jak natrętny komar bzyczący ci nad uchem w środku nocy. Na każdej lekcji starała się jak tylko mogła, żeby upokorzyć swoją płomiennowłosą uczennicę. O nie, Scarlett nie miała zamiaru dłużej tego znosić. Jak gdyby nigdy nic wzięła swoją torbę i wyszła z klasy, a następnie z budynku.  (dzieci, nie bierzcie z niej przykładu!)
Tris wybiegła zaraz za nią, jednak nie zdąrzyła już dogonić przyjaciółki. Słysząc wrzaski dyrektorki, natychmiast wróciła posłusznie do szkoły, gdzie odbyła pogadankę z panią pedagog.
Scarlett wlokła się przez miasto, zaglądając w witryny sklepowe. Nie obchodziło ją, że nauczycielka zadzwoni do jej rodziców. I tak nie interesują się tym co dzieje się w życiu ich córki. Szła w całkowitym zamyśleniu przez dobre pięć minut. Z tego transu wyrwał ją dziewczęcy, delikatny głos. Odwróciła się. To była Judii - jej przyjaciółka z poprzedniej szkoły. Tej szkoły, z której została wywalona za coś, czego nie zrobiła. Za coś, w co została niefortunnie wkopana. Za coś, co stało się głównie przez Judii. Mimo wszystko ucieszła się na jej widok. Uśmiechnęła się blado i podeszła do dziewczyny.
- Cześć. - powiedziała Judii z nieśmiałością.
- Cześć, co u ciebie? - entuzjastycznie odpowiedziała Scarlett.
- U mnie wszystko dobrze. Słyszałam, że... - zawachała się.
- Że...?
- ... no, że powtarzasz klasę. - zaczerwieniła się dziewczyna.
Scarlett w odpowiedzi machnęła ręką.
- Walić to. Nie mam zamiaru tam wracać.
- Mhm...
- A ty co? Twoja twarz koloru moich włosów! - dodała ze śmiechem.
- No bo wiesz, myślałam, że dalej się gniewasz, za to, co się stało w Bridge School.
- To przeszłość. Wiesz... muszę lecieć. Nie ma gwarancji, że dyrektorka nie wysłała za mną jakiejś woźnej.
- Co? - Judii przekrzywiła głowę. Wyglądała śmiesznie.
- Nieważne. Zadzwonię dziś wieczorem! - powiedziała Scarlett na odchodne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziła się w tajemniczym miejscu. Był to pokój. Niewielki zresztą. Ściany były koloru ciemnej czerwieni, a na podłodze leżał dywan ze skóry zwierzęcej. Chyba niedźwiedziej. Meble były wykonane z ciemnego drewna, a Scarlett leżała w dużym łóżku z baldachimem, z zieloną narzutką. Wstała i rozejrzała się dookoła. Pomieszczenie rozjaśniały płomienie kilku świec. Po chwili usłyszała znajomy dla jej uszu krzyk...
 ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kłoniec. :3 Kolejny rozdział jutro, lub pojutrze. To papatki ^^
~ Vanilia



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz