wtorek, 16 czerwca 2015

Amnesia #2 - 'Tylko sen, czy może coś więcej?'

Witam moje miśki :3
Dzisiaj kolejna część opowiadania. 
Od teraz wprowadzone sa kolorki, YAY! ^^
Scarlett - czerwony
Tris - zielony
Judii - morski (czy jakoś tak)
Erick - ciemny szary
Jason - niebieski
Tom - pomarańczowy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
   Scarlett ostrożnie wyszła z pokoju i podążyła za krzykiem. Szła wzdłuż wąskiego korytarza. Nie pamiętała nic z tego co się stało. Głos doprowadził ją do drzwi po prawej stronie, całkiem niedaleko pomieszczenia, w którym się obudziła. Ostrożnie je otworzyła i wsunęła głowę, uzyskując możliwość rozejrzenia się po pokoju. Był nieco większy od tego, w którym sama się znalazła. Ściany były zielone, z ciemną, drewnianą listwą, a cała podłoga była przykryta zakurzonym dywanem. Na środku siedziała...
- Tris?! - Scarlett natychmiast do niej podeszła i przykucnęła. - Co się stało?!
Sparaliżowana strachem Beatrice wskazała na ścianę naprzeciwko niej. Leżały tam ludzkie, poranione zwłoki. Na oko mężczyzny. Scarlett pisnęła cicho na ten widok i odwróciła wzrok. Pomogła Tris wstać i wyszły z pokoju.

- Wiesz jak się tu znalazłaś?
- Niee... Nic nie pamiętam.
- Ja tak samo. To znaczy...
- Tak wiem o co chodzi. - Tris lekko się uśmiechnęła.
  Szły tym samym korytarzem, który przed chwilą przemierzała Scarlett. Był on słabo oświetlony, ale Beatrice - jako piromanka (nie wspomniałam o tym?) - miała przy sobie zapałki i oświetliła nieco drogę płomykiem. Po chwili doszły do końca korytarza. Chciały zawrócić, ale zauważyły drewniane schody, prowadzące na niższe piętro.
- Schodzimy? - Tris cofnęła się o kilka kroków.
- A mamy jakieś inne wyjście? - popatrzyła na nią Scar. (skrót od 'Scarlett', jakby ktoś nie wiedział .-. )
- TAK. - odpowiedziała bez namysłu. - Może są jakieś inne drzwi? Chodź, lepiej to sprawdzić. - mówiła nienaturalnie szybko, z niepokojem w głosie.
- Nie ma mowy! - Scarlett złapała ją za rękę. - Schodzimy. - zacisnęła dłoń.
- Nie, proszę! Tam nas czeka śmierć, tam jest ciemno! Nie chcę! - zaczęła się wyrywac pod wpływem paniki. (wpływowa ta 'panika'..)
- Tris uspokój się! - obezwładniła przyjaciółkę i usadowiła ją pod ścianą. - Musisz się opanować i zejść razem ze mną. Mamy zapałki, tak? - mówiła spokojnie Scarlett.
- Mhm. - pokiwała twierdząco głową.
- No. Więc nie będzie tam ciemno. A teraz masz ogarnąć dupę i wstać, bo inaczej już za kilka minut będzie można przeprowadzić sekcję twoich cholernych zwłok! - wykrzyczała.
- Dobra, dobra! Nie krzycz na mnie! Zejdę tam. - oświadczyła Tris. Wyrwała się z uchwytu dziewczyny i wstała, podpierając się o ścianę.
- Okej, dawaj te zapałki. - wyciągnęła rękę.
- Zapałki? - przegrzebała kieszenie. - M-myślałam, że to ty je masz...
- Co...? - na twarzy Scarlett pojawił się uśmiech. Ale nie taki zwykły. To był uśmiech psychopaty. (ojejku ._.) - Że ja je mam?! JA?! Ja ich w życiu nawet nie trzymałam! Jak mogłaś je zgubić po jakichś...
- Cicho! - Beatrice zasłoniła jej usta. - Słyszałaś to?
- Niby co? - spytała oburzona dziewczyna.
- Ćśś! Słuchaj...
Gdzieś w oddali słychać było warczenie, pomieszane z charczeniem.
- No nie wiem jak tobie, ale mi to brzmi jak zażynana świnia. - skrzyżowała ręce.
- Do tego można porównać te - z pewnością nieludzkie - dźwięki. ( nie wiem czy ma być napisane razem, czy osobno. A kasztan z tym.)
- Weź bo gadasz jak jakiś ponadprzeciętny inteligent.
- I kto to mówi? x3
Tajemniczy odgłos - a raczej to, co ten odgłos wydawało - zdawało się być coraz bliżej.
- Scar, to się chyba zbliża. Boję się! - Tris zaczęła szarpać przyjaciółkę za ramię.
- Spokojnie! Nic nam nie będzie.
- To "coś" jest chyba na dole... - wskazała schody.
Przez dłuższą chwilę panowała kompletna cisza. Scar odwróciła się w stronę kompanki.
- Widzisz? Mówiłam ci, że...
- UWAŻAJ! - pisnęła Beatrice z przerażenia.
Jednak zanim Scarlett zdążyła się odwrócić obudziła się. Znów była w lesie. Wszystko sobie przypomniała. Rozejrzała się i przetrzepała kieszenie spodni, w poszukiwaniu telefonu.
- Jest... - powiedziała do siebie.
Leżał pod krzakiem pokrzyw.
- No nie, naprawdę? T-T - wyciągnęła rękę, aby podnieść komórkę. Poparzyła się w kilku miejscach, ale zignorowała to. Telefon poza rozbitym ekranem, nie miał większych uszkodzeń. Działał jak należy.
- Która godzina? - cały czas gadała po cichu sama ze sobą. To dodawało jej w pewien sposób otuchy. Była 6:01 we wtorek. (w poprzedniej części był poniedziałek. Ot, takie info.)
- O cholera... - podniosła się w błyskawicznym tempie i pobiegła do domu. Po drodze zadzwoniła do mamy, aby 'dać znak życia'. W domu dostała opieprz (no a jak inaczej?) od rodziców. Chyba po raz pierwszy martwili się o własną córkę. Przynajmniej tyle z tego było. Scarlett poszła na górę do swojego pokoju, gdzie zastała brata - Jason'a.
- Siemasz młoda. - kiwnął głową na przywitanie. Stroił gitarę.
- Hej. Co ty tu robisz? Myślałam, że się wyprowadziłeś... - rzuciła torbę na łóżko.
- Bo tak jest. Ale pomyślałem, że odwiedzę moją kochaną siostrzyczkę. - uśmiechnął się ironicznie.
- Dobra, mów czego chcesz. - usiadła przy biurku.
- A ty od razu, że ja czegoś chcę. Po prostu... chciałem was odwiedzić i tyle. - kłamał. Scarlett bezbłędnie potrafiła określić kiedy to robił.
- Poważnie. Mów, bo tracę cierpliwość. - włączyła laptopa, jednocześnie wyczekując odpowiedzi Jason'a.
- Eh... widzę, że nie odpuścisz... - wstał i rzucił na biurko Scar czerwoną teczkę. - Masz, przeczytaj.
- Co to jest...? - popatrzyła na niego niepewnym wzrokiem.
- Artykuł ze szkolnej gazetki.
- Kupujesz ten szajs? No powaga...
- CICHO, czytaj.
- "Zdewastowano szkolne korytarze". No, nareszcie ktoś się tym zajął. - uśmiechnęła się do siebie.
- Czytaj dalej.
- Bla, bla, bla... "... woźny Calvin widział jedynie sylwetkę prawdopodobnego sprawcy. Była ona wysoka i chuda. Przez moment widać było kosmyk czerwonych włosów"... - zamilkła.
- I co? Co masz teraz do powiedzenia? - Jason wpatrywał się głeboko w wyraz jej twarzy.
- To... nie mogłam być ja.
- A to niby czemu, hmm?
- Choćby dlatego, że przez całą noc leżałam nieprzytomna w lesie!
- O czym ty mówisz? - wstał. - W lesie?
- Tak. Ktoś mnie chyba... zaatakował, z tego co pamiętam...
W tej chwili zadzwonił telefon Jason'a.
- Poczekaj chwilę. - odebrał i wyszedł na korytarz.
Scarlett położyła się na łóżku, wpatrując się w sufit. Myśli o tym, co wydarzyło się tej nocy nie dawały jej spokoju.
"To nie mógł być sen... To nie mógł być jakiś cholerny sen!" - zerwała się i zadzwoniła do Tris, licząc, że potwierdzi ona jej przekonanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To tyle :3 Jakoś hiper-esktra jeszcze (powtarzam JESZCZE) nie jest, ale mam niecne plany. >:D
Zobaczę czy ten mój pomysł jakoś wypali, NO MIEJMY NADZIEJĘ, ŻE TAK. No to papatki. ^-^
~ Vanilia




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz