Ok, jedziemy dalej ;d
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Anne i Mico weszli do mojego pokoju. Anne usiadła obok mnie, a jej brat stanął w koncie.
-Wszystko dobrze? - zapytała łagodnie Anne
- Wiedzieliście o tym wszystkim?
- North, ja...
- WIEDZIELIŚCIE?!
- Tak, ale nie...
- Dlaczego mi nie powiedzieliście?
Wtedy Mico podszedł do swojej siostry, powiedział jej coś na ucho, a Anne wyszła z pokoju. Na jej miejscu on usiadł i zaczął mówić:
- Wiesz, my... nie mogliśmy ci tego wcześniej powiedzieć... nie byłaś gotowa- położył swoją dłoń na mojej.
- Jak to nie byłam GOTOWA?
- Bo... wiesz, żeby móc się o czymś takim dowiedzieć, trzeba samemu to zobaczyć, ale najpierw stać się jednym z nas...
- Nie rozumiem...
- Kiedyś zrozumiesz - na jego twarzy pojawił się cień uśmiechu. Był to chyba pierwszy raz, kiedy coś takiego zobaczyłam na jego twarzy. Nie mogłam nie odwzajemnić uśmiechu.
- Dziękuję.
I wtedy zrobiłam coś tak głupiego, że to aż przykre... wstałam i pocałowałam go w policzek, po czym wybiegłam z pokoju. Na schodach wpadłam na Luke'a.
- Cześć, chyba się jeszcze nie znamy... Jestem Luke - uśmiechnął się łobuzersko. Powiedział to tak spokojnie i delikatnie, że serce znów zaczęło mi szybciej bić...
- Ymmmmm... oh, tak. Miło mi, ja jestem North.
- Wiesz, pewnie nie umiesz jeszcze używać mocy, prawda?
- Nie...
- A więc, jak chcesz, mogę ciebie nauczyć, co ty na to?
- Z chęcią! - tak, krzyknęłam to ODROBINKĘ za głośno...
- Ok, to dzisiaj po obiedzie.
On odszedł, a ja stałam jak głupia na schodach. Pobiegłam z powrotem do pokoju. Na szczęście nie było już tam Mico. Zajrzałam do szafy która stała w koncie pokoju. O dziwo, była pełna ubrań... w moim rozmiarze. Czułam się tak, jakby oni od dawna czekali na moje przyjście tutaj. Wyciągnęłam ubrania, które mi się bardzo spodobały- bluzę zakładaną przez głowę w moro i czarne rurki z dziurami. Przebrałam się szybko i ubrałam znowu moje glany. Nagle do pokoju wszedł Mico, cały w rumieńcach:
- Ymmm... Emmm... jest... obiad.
- Już schodzę.
Wybiegłam szybko z pokoju i po zapachu doszłam do jadalni... jeżeli można tak to pomieszczenie nazwać. Na samym środku pokoju stał baaardzo długi stół z czterema krzesłami po każdej stronie. Usiadłam przy jedynym wolnym, na przeciwko Anne. Na talerzach było po kawałku mięsa, ryż i jakieś dziwaczne warzywa. Wszystko smakowało wyśmienicie.
***
Pod wejściem do królestwa stał Luke. Podbiegłam do niego:
-Ok, już jestem.
-Zauważyłem. Chodź za mną.
Pobiegłam za nim. Po chwili znaleźliśmy się na płaskim terenie.
- Ok, a teraz słuchaj uważnie. Najpierw nauczę ciebie kontrolować ziemię. Musisz się skupić i pomyśleć o czymś przyjemnym... Już?
Zrobiłam, co kazał. Skupiłam się i... to dziwne, ale myślałam o nim. Nagle poczułam jego ręce w talii i na mojej prawej ręce.
- Dobrze, nie spinaj się. Tylko chcę ciebie prawidłowo ustawić... ok, już. Gotowa? Teraz na maksa skup się na tej jednej, przyjemnej rzeczy.
Nagle poczułam uderzenie jakby fali w dłoń. Otworzyłam oczy, a pod moją ręką unosiły się kawałki ziemi. Szybko się odsunęłam.
-Dobrze ci idzie. Ale widzę, ze się tego boisz. Oswój się z tym. Jutro spróbujemy znowu. Na razie!
I odszedł. A ja zostałam sama na pustkowiu z moimi myślami....
poniedziałek, 22 czerwca 2015
Amnesia #5 - 'Dawni znajomi'
Hejka, naklejka :3
Jestem po występie *-* Dla 'niewtajemniczonych' powiem, że miałam mój pierwszy w życiu występ Jazz'owy (taniec) na scenie. YUHU. :3 W każdym razie... lecimy z piątym rozdziałem B)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ocknęła się. Na nadgarstkach i kostkach miała obtarcia po łańcuchach.
" A więc to nie był zwykły sen. " - pomyślała, rozglądając się po pokoju. W dalszym ciągu siedziała na - lekko zniszczonym już - krześle obrotowym, przy biurku.
Wstała i lekko chwiejnym krokiem zeszła na dół do kuchni, aby zjeść śniadanie. Cały dom spowity był ciszą i delikatnym mrokiem. Scarlett szybko zapaliła lampkę naścienną w holu. Po zdarzeniach z dzisiejszej nocy pojawił się u niej objawy nyktofobii - lęku przed ciemnością. Nie mając pomysłu na konkretniejszy posiłek, zrobiła sobie kanapkę i zaparzyła herbatę w starym, srebrzystym czajniku. Nieustannie miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, ale ignorowała to. Kątem oka dostrzegała cienie, kształtujące się na wzór ludzkich sylwetek. W pośpiechu dokończyła śniadanie, po czym pobiegła z powrotem do swojego pokoju. Przebrała się w czyste ubrania i włączyła laptopa. Przeglądała internet, rozmyślając o przepowiedni i o Beatrice. Po chwili zadzwoniła jej komórka. Zerknęła na ekran; "Numer nieznany". Odebrała, tak z czystej ciekawości.
- Halo? - odezwała się.
- Scar, to ty? - zamurowało ją. To był TEN głos. Ten, którego tak strasznie nienawidziła.
- Mówiłam ci, nie dzwoń do mnie więcej, psycholu! - rzuciła telefonem o ziemię. I tak był rozbity, więc kolejne szkody nie zrobiłyby większego znaczenia.
Minęło parę sekund, po czym znów dało się słyszeć dzwonek komórkowy. Scarlett nie miała zamiaru odbierać. Nie od niego.
Po chwili otrzymała wiadomość;
" Scar, wiem, że to co zrobiłem było podłe i naprawdę nie wiem co mogę zrobić abyś mi wybaczyła, ale teraz naprawdę potrzebuję twojej pomocy! "
Nie dowierzała. Po tym wszystkim co jej zrobił, miał jeszcze czelność pisać do niej sms'a z prośbą o pomoc, po latach milczenia! Nie, ona nie miała zamiaru tego tolerować.
" Posłuchaj no, ty gnido. Nie wiem co sobie myślisz, ale jeśli liczysz na moją pomoc po tym wszystkim, to się baaardzo mocno przeliczasz. Więc proszę cię Tom, nie odzywaj się do mnie więcej, nie dzwoń, nie pisz i pogódź się z tym, że odeszłam z twojego życia i nie mam zamiaru do niego wracać! "
Po policzku spłynęła jej łza. Spojrzała w lustro i wytrzeszczyła oczy, nie wierząc w to co widzi. To nie były normalne łzy, jakie towarzyszą nam podczas płaczu. To były czarne łzy. Całkowicie czarne, wypływające z zielonych oczu, przepełnionych nienawiścią. Pierwsze promienie słońca przedostawały się do pokoju przez zasłonięte żaluzje, oświetlając lekko twarz Scarlett. Wstała kierując się do łazienki. Wzięła chłodny prysznic na uspokojenie, założyła szlafrok i wróciła do pokoju. Odruchowo spojrzała na ekran telefonu; "2 nieodebrane wiadomości". Postanowiła je przeczytać. TYLKO przeczytać. Nie odpisywać, nie dzwonić, po prostu przeczytać.
" Kojarzysz Erick'a, co nie? W każdym razie wplątał się w niezłe bagno... Próbuje mu jakoś pomóc, ale póki co... miernie to wygląda. Tak naprawdę, to jesteś chyba jedyną osobą, która jest w stanie zrobić cokolwiek... Eh.. nieważne.. Gdybyś mogła to się odezwij, to jest... naprawdę bardzo ważna sprawa."
- Zaraz... o co tu chodzi? - zaczęła czytać następną wiadomość.
" Rozumiem, że masz mi za złe to, co zrobiłem, ale zrozum, tu nie chodzi o mnie."
Siedziała chwilę w zamyśleniu. Setki myśli kłębiło jej się w głowie. Jednego faktu była pewna, musi spotkać się z Tom'em, aby szczegółowo dowiedzieć się o co chodzi. Westchnęła i wybrała jego numer, aby po chwili usłyszeć sygnał oczekiwania na rozmowę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Scarlett siedziała na zacienionej ławce, w parku. Rozglądała się nerwowo, czekając na Tom'a. Czas okropnie jej się dłużył. Nigdy by nie pomyślała, że jeszcze kiedyś zdecyduje się na chociażby rozmowę z nim. Myślała o tym, jak potoczy się ich pierwsze spotkanie po tylu latach, jak będzie wyglądała wymiana słów i tym podobne. Z zamyślenia wyrwał ją głos, lecz nie był to głos Tom'a. Po krzyżu przebiegł jej dreszcz. Natychmiast się odwróciła, dostrzegając Ericka, który w ciągu sekundy znalazł się obok niej na ławce.
- Hejka Scar. - uśmiechnął się ironicznie.
- Hej... - powiedziała bez przekonania.
- Jak tam leci w nowej szkole, hm? Podoba się? - to było zadziwiające. Po tylu latach rozmawiał z nią jak gdyby nigdy nic. - No co jest? Zapomniałaś języka w tej swojej słodkiej mordce?
- Mógłbyś przestać robić z siebie debila? - na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
- Wypraszam sobie. Nie sądzę, abyś mogła mnie do tego przekonać, a teraz idź oraj pole plebsie. - jak zwykle zaczął się wygłupiać.
- Dobra, teraz zadam ci POWAŻNE pytanie. Gdzie jest Tom?
- Albo jest zamknięty w komnacie czarodzieja Merlina, albo kopie ziemniaki.
- Erick! Po-wa-żne, nie zrozumiałeś ty ciotmenie? -.-
- No dobra. Zaraz będzie, musiał po drodze wpaść do Catherine.
- Że kogo?
- Catherine, no. Jego dziewczyny. - mrugnął do Scarlett.
- Aha... - pierwszy raz od długiego czasu poczuła to podłe uczucie zazdrości. Tak, zazdrości. Przypomniała sobie czasy, w których to ona była " całym światem " Tom'a.
- Co tak siedzisz, jak trup przed telewizorem?
Scar tylko westchnęła. Erick i to jego dziwne poczucie humoru.
- Mógłbyś do niego zadzwonić?
- Czemu ja? A może przypadkiem celowo nie zabrałem telefonu, żebyś ty to zrobiła?
- Ty cholerny złośniku. ;_; - wyciągnęła komórkę i zaczęła wykręcać numer Tom'a.
- Co się stało z twoim urządzeniem komunikacyjnym? - spytał, zauważając pęknięty ekran.
- Ćśś... - przyłożyła palec do ust, uciszając go. - Em... Halo, Tom? Tak, tu Scarlett. Ile będziesz się jeszcze włóczył? Czekamy na ciebie... Dobra, nie zgub się tylko. - dodała trochę ironicznie.
- To co się stało z twoim ekranem?
- Krótka historia. Zerwałam się ze szkoły, wieczorem, w nocy wracałam sobie przez las, zaatakował mnie jakiś leszcz z padaką, straciłam przytomność i oto efekt. - wyciągnęła rękę z rozwalonym telefonem.
Znów rozmawiali, tak jak dawniej. Jak prawdziwi przyjaciele.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Koniec :3 Mam nadzieję, że się podobało miśki, bo pisałam ten rozdział z 3 dni. ;-; Nie miałam jakoś weny :C No.
~ Vanilia
Jestem po występie *-* Dla 'niewtajemniczonych' powiem, że miałam mój pierwszy w życiu występ Jazz'owy (taniec) na scenie. YUHU. :3 W każdym razie... lecimy z piątym rozdziałem B)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ocknęła się. Na nadgarstkach i kostkach miała obtarcia po łańcuchach.
" A więc to nie był zwykły sen. " - pomyślała, rozglądając się po pokoju. W dalszym ciągu siedziała na - lekko zniszczonym już - krześle obrotowym, przy biurku.
Wstała i lekko chwiejnym krokiem zeszła na dół do kuchni, aby zjeść śniadanie. Cały dom spowity był ciszą i delikatnym mrokiem. Scarlett szybko zapaliła lampkę naścienną w holu. Po zdarzeniach z dzisiejszej nocy pojawił się u niej objawy nyktofobii - lęku przed ciemnością. Nie mając pomysłu na konkretniejszy posiłek, zrobiła sobie kanapkę i zaparzyła herbatę w starym, srebrzystym czajniku. Nieustannie miała wrażenie, że ktoś ją obserwuje, ale ignorowała to. Kątem oka dostrzegała cienie, kształtujące się na wzór ludzkich sylwetek. W pośpiechu dokończyła śniadanie, po czym pobiegła z powrotem do swojego pokoju. Przebrała się w czyste ubrania i włączyła laptopa. Przeglądała internet, rozmyślając o przepowiedni i o Beatrice. Po chwili zadzwoniła jej komórka. Zerknęła na ekran; "Numer nieznany". Odebrała, tak z czystej ciekawości.
- Halo? - odezwała się.
- Scar, to ty? - zamurowało ją. To był TEN głos. Ten, którego tak strasznie nienawidziła.
- Mówiłam ci, nie dzwoń do mnie więcej, psycholu! - rzuciła telefonem o ziemię. I tak był rozbity, więc kolejne szkody nie zrobiłyby większego znaczenia.
Minęło parę sekund, po czym znów dało się słyszeć dzwonek komórkowy. Scarlett nie miała zamiaru odbierać. Nie od niego.
Po chwili otrzymała wiadomość;
" Scar, wiem, że to co zrobiłem było podłe i naprawdę nie wiem co mogę zrobić abyś mi wybaczyła, ale teraz naprawdę potrzebuję twojej pomocy! "
Nie dowierzała. Po tym wszystkim co jej zrobił, miał jeszcze czelność pisać do niej sms'a z prośbą o pomoc, po latach milczenia! Nie, ona nie miała zamiaru tego tolerować.
" Posłuchaj no, ty gnido. Nie wiem co sobie myślisz, ale jeśli liczysz na moją pomoc po tym wszystkim, to się baaardzo mocno przeliczasz. Więc proszę cię Tom, nie odzywaj się do mnie więcej, nie dzwoń, nie pisz i pogódź się z tym, że odeszłam z twojego życia i nie mam zamiaru do niego wracać! "
Po policzku spłynęła jej łza. Spojrzała w lustro i wytrzeszczyła oczy, nie wierząc w to co widzi. To nie były normalne łzy, jakie towarzyszą nam podczas płaczu. To były czarne łzy. Całkowicie czarne, wypływające z zielonych oczu, przepełnionych nienawiścią. Pierwsze promienie słońca przedostawały się do pokoju przez zasłonięte żaluzje, oświetlając lekko twarz Scarlett. Wstała kierując się do łazienki. Wzięła chłodny prysznic na uspokojenie, założyła szlafrok i wróciła do pokoju. Odruchowo spojrzała na ekran telefonu; "2 nieodebrane wiadomości". Postanowiła je przeczytać. TYLKO przeczytać. Nie odpisywać, nie dzwonić, po prostu przeczytać.
" Kojarzysz Erick'a, co nie? W każdym razie wplątał się w niezłe bagno... Próbuje mu jakoś pomóc, ale póki co... miernie to wygląda. Tak naprawdę, to jesteś chyba jedyną osobą, która jest w stanie zrobić cokolwiek... Eh.. nieważne.. Gdybyś mogła to się odezwij, to jest... naprawdę bardzo ważna sprawa."
- Zaraz... o co tu chodzi? - zaczęła czytać następną wiadomość.
" Rozumiem, że masz mi za złe to, co zrobiłem, ale zrozum, tu nie chodzi o mnie."
Siedziała chwilę w zamyśleniu. Setki myśli kłębiło jej się w głowie. Jednego faktu była pewna, musi spotkać się z Tom'em, aby szczegółowo dowiedzieć się o co chodzi. Westchnęła i wybrała jego numer, aby po chwili usłyszeć sygnał oczekiwania na rozmowę.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Scarlett siedziała na zacienionej ławce, w parku. Rozglądała się nerwowo, czekając na Tom'a. Czas okropnie jej się dłużył. Nigdy by nie pomyślała, że jeszcze kiedyś zdecyduje się na chociażby rozmowę z nim. Myślała o tym, jak potoczy się ich pierwsze spotkanie po tylu latach, jak będzie wyglądała wymiana słów i tym podobne. Z zamyślenia wyrwał ją głos, lecz nie był to głos Tom'a. Po krzyżu przebiegł jej dreszcz. Natychmiast się odwróciła, dostrzegając Ericka, który w ciągu sekundy znalazł się obok niej na ławce.
- Hejka Scar. - uśmiechnął się ironicznie.
- Hej... - powiedziała bez przekonania.
- Jak tam leci w nowej szkole, hm? Podoba się? - to było zadziwiające. Po tylu latach rozmawiał z nią jak gdyby nigdy nic. - No co jest? Zapomniałaś języka w tej swojej słodkiej mordce?
- Mógłbyś przestać robić z siebie debila? - na jej twarzy pojawił się szyderczy uśmiech.
- Wypraszam sobie. Nie sądzę, abyś mogła mnie do tego przekonać, a teraz idź oraj pole plebsie. - jak zwykle zaczął się wygłupiać.
- Dobra, teraz zadam ci POWAŻNE pytanie. Gdzie jest Tom?
- Albo jest zamknięty w komnacie czarodzieja Merlina, albo kopie ziemniaki.
- Erick! Po-wa-żne, nie zrozumiałeś ty ciotmenie? -.-
- No dobra. Zaraz będzie, musiał po drodze wpaść do Catherine.
- Że kogo?
- Catherine, no. Jego dziewczyny. - mrugnął do Scarlett.
- Aha... - pierwszy raz od długiego czasu poczuła to podłe uczucie zazdrości. Tak, zazdrości. Przypomniała sobie czasy, w których to ona była " całym światem " Tom'a.
- Co tak siedzisz, jak trup przed telewizorem?
Scar tylko westchnęła. Erick i to jego dziwne poczucie humoru.
- Mógłbyś do niego zadzwonić?
- Czemu ja? A może przypadkiem celowo nie zabrałem telefonu, żebyś ty to zrobiła?
- Ty cholerny złośniku. ;_; - wyciągnęła komórkę i zaczęła wykręcać numer Tom'a.
- Co się stało z twoim urządzeniem komunikacyjnym? - spytał, zauważając pęknięty ekran.
- Ćśś... - przyłożyła palec do ust, uciszając go. - Em... Halo, Tom? Tak, tu Scarlett. Ile będziesz się jeszcze włóczył? Czekamy na ciebie... Dobra, nie zgub się tylko. - dodała trochę ironicznie.
- To co się stało z twoim ekranem?
- Krótka historia. Zerwałam się ze szkoły, wieczorem, w nocy wracałam sobie przez las, zaatakował mnie jakiś leszcz z padaką, straciłam przytomność i oto efekt. - wyciągnęła rękę z rozwalonym telefonem.
Znów rozmawiali, tak jak dawniej. Jak prawdziwi przyjaciele.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Koniec :3 Mam nadzieję, że się podobało miśki, bo pisałam ten rozdział z 3 dni. ;-; Nie miałam jakoś weny :C No.
~ Vanilia
piątek, 19 czerwca 2015
"Strażniczka Ludu"- rozdział 3 "O co chodzi?"
O mój Bosze!
Czy wam się to aż tak podoba? Nie myślałam, że dotrzemy do trzeciego rozdziału O.O
Dziękuję wam, moje pućki ♥
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Otworzyłam delikatnie oczy. Nade mną stał Mico ze swoim kamiennym wyrazem twarzy. Pomógł mi wstać z twardego podłoża. Rozejrzałam się dookoła i dopiero wtedy zauważyłam jak wygląda to miejsce...
Ziemia była srebrzysta i co chwila mieniła się innymi kolorami w zależności od położenia, rośliny były niczym z rajskiego ogrodu- piękne, nie spotykane i fluorescencyjne. To miejsce było cudowne, a zarazem sprawiało wrażenie, że coś w każdej chwili może cię zaatakować.
Z oniemienia wyrwał mnie mocny głos Mico:
- Poczekaj chwilę, zaraz będziemy jechać.
- Czym ty chcesz jechać?! Autonogami?!
Wtedy Mico zagwizdał trzy razy. Ziemia zadrżała, podnosząc pył, który się na niej znajdował. Proch ten, uformował się w sylwetkę konia. Mico wszedł na niego z wielką łatwością, po czym pomógł mi na niego wsiąść. Zaczęłam się zastanawiać, aż po krótkim namyśle zdecydowałam się go zapytać:
- Czy to aby na pewno bezpieczne?
- Tak.
Wkurzył mnie tą odpowiedzią, sama nie wiem czemu, ale zdenerwował mnie. Lecz zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, koń ruszył z zawrotną prędkością. Nie minęło pół minuty, a tuż przed nami pojawił się pałac który wyglądał jak z lodu...
***
- Czy to ona, Micolasie?
- Tak.
- A więc witaj, me drogie dziecko!
Mężczyzna miał siwe włosy, ogromne oczy w takim kolorze jak Mico i Anne. Jego skóra była w lekkim odcieniu wyblakłej zieleni. Jego twarz wyglądała przyjaźnie, choć przez drobne zmarszczki wyglądał dość staro.
Mężczyzna podszedł szybko i zaczął mnie przytulać. Czułam się nieswojo:
- Nazywam się Teodor, jestem królem tego królestwa... a ty jesteś North Liteque, mam rację?
- Tak, wasza... królewska mość...? Co ja tutaj robię?!
- Już ci wszystko tłumaczę, dziecko... A więc wiele lat temu, królestwo Elfów zostało podzielone na wiele "Frakcji"... my znajdujemy się w Królestwie Księżycowych Elfów, w którym ja jestem królem, a Micolas i Anne są książętami.... kontynuując, między nami, znaczy się, wszystkimi Królestwami, toczy się wojna, lecz najbardziej się nienawidzimy z Elfami Ognia... może się już domyśliłaś, że to oni podpalili twój dom i przez to zginęli twoi rodzice... a i teraz najgorsze! W każdym królestwie jest dwoje Strażników. Byli nimi twoi rodzice, lecz umarli, więc musimy wybrać nowych. Jeden jest już wybrany... poczekaj chwilkę... LUKE!!!
W tym momencie do sali tronowej wszedł chłopak idealny... miał złote, rozczochrane i pokręcone włosy, lekko kremową skórę, złote oczy. Był wysoki i dobrze zbudowany. Szedł dziarskim krokiem i z szelmowskim uśmiechem na twarzy w naszą stronę. Czułam, ze serce mi tak bije, że mogłoby zaraz wyskoczyć z mojej klatki piersiowej.
- To jest Luke, jeden ze Strażników... drugim, jako, iż masz moce po rodzicach, jesteś ty!
- Że co...?! Co to ma znaczyć?! Co to są te "MOCE" czy jacyś "STRAŻNICY"?!
wtedy odezwał się Luke:
- Spokojnie... moce masz takie same jak ja, czyli kontrola tej ziemi, na której się znajdujemy, a Strażnicy to osoby, które pilnują bramy i nie dają się innym przez nią przedostać.
Powiedział to tak spokojnie i swoim aksamitnym głosem, że serce zaczęło mi walić jeszcze mocniej i szybciej.
Nagle do sali wbiegła Anne:
- Żyjesz! Uuuuu, i jak ci się podoba?
- Przepraszam, ale chcę wyjść.
- O, Micolasie, zaprowadź swoją przyjaciółkę do jej pokoju!- rzekł król
- Już idę, ojcze.
Mico złapał mnie za dłoń i zaprowadził do jednego z pokoi. Był on błękitny i przytulny. Gdy weszłam, Mico zamknął drzwi i tylko było słychać jego mruczenie pod nosem.
A ja usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć, czy to aby na pewno się dzieje...
Czy wam się to aż tak podoba? Nie myślałam, że dotrzemy do trzeciego rozdziału O.O
Dziękuję wam, moje pućki ♥
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Otworzyłam delikatnie oczy. Nade mną stał Mico ze swoim kamiennym wyrazem twarzy. Pomógł mi wstać z twardego podłoża. Rozejrzałam się dookoła i dopiero wtedy zauważyłam jak wygląda to miejsce...
Ziemia była srebrzysta i co chwila mieniła się innymi kolorami w zależności od położenia, rośliny były niczym z rajskiego ogrodu- piękne, nie spotykane i fluorescencyjne. To miejsce było cudowne, a zarazem sprawiało wrażenie, że coś w każdej chwili może cię zaatakować.
Z oniemienia wyrwał mnie mocny głos Mico:
- Poczekaj chwilę, zaraz będziemy jechać.
- Czym ty chcesz jechać?! Autonogami?!
Wtedy Mico zagwizdał trzy razy. Ziemia zadrżała, podnosząc pył, który się na niej znajdował. Proch ten, uformował się w sylwetkę konia. Mico wszedł na niego z wielką łatwością, po czym pomógł mi na niego wsiąść. Zaczęłam się zastanawiać, aż po krótkim namyśle zdecydowałam się go zapytać:
- Czy to aby na pewno bezpieczne?
- Tak.
Wkurzył mnie tą odpowiedzią, sama nie wiem czemu, ale zdenerwował mnie. Lecz zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, koń ruszył z zawrotną prędkością. Nie minęło pół minuty, a tuż przed nami pojawił się pałac który wyglądał jak z lodu...
***
- Czy to ona, Micolasie?
- Tak.
- A więc witaj, me drogie dziecko!
Mężczyzna miał siwe włosy, ogromne oczy w takim kolorze jak Mico i Anne. Jego skóra była w lekkim odcieniu wyblakłej zieleni. Jego twarz wyglądała przyjaźnie, choć przez drobne zmarszczki wyglądał dość staro.
Mężczyzna podszedł szybko i zaczął mnie przytulać. Czułam się nieswojo:
- Nazywam się Teodor, jestem królem tego królestwa... a ty jesteś North Liteque, mam rację?
- Tak, wasza... królewska mość...? Co ja tutaj robię?!
- Już ci wszystko tłumaczę, dziecko... A więc wiele lat temu, królestwo Elfów zostało podzielone na wiele "Frakcji"... my znajdujemy się w Królestwie Księżycowych Elfów, w którym ja jestem królem, a Micolas i Anne są książętami.... kontynuując, między nami, znaczy się, wszystkimi Królestwami, toczy się wojna, lecz najbardziej się nienawidzimy z Elfami Ognia... może się już domyśliłaś, że to oni podpalili twój dom i przez to zginęli twoi rodzice... a i teraz najgorsze! W każdym królestwie jest dwoje Strażników. Byli nimi twoi rodzice, lecz umarli, więc musimy wybrać nowych. Jeden jest już wybrany... poczekaj chwilkę... LUKE!!!
W tym momencie do sali tronowej wszedł chłopak idealny... miał złote, rozczochrane i pokręcone włosy, lekko kremową skórę, złote oczy. Był wysoki i dobrze zbudowany. Szedł dziarskim krokiem i z szelmowskim uśmiechem na twarzy w naszą stronę. Czułam, ze serce mi tak bije, że mogłoby zaraz wyskoczyć z mojej klatki piersiowej.
- To jest Luke, jeden ze Strażników... drugim, jako, iż masz moce po rodzicach, jesteś ty!
- Że co...?! Co to ma znaczyć?! Co to są te "MOCE" czy jacyś "STRAŻNICY"?!
wtedy odezwał się Luke:
- Spokojnie... moce masz takie same jak ja, czyli kontrola tej ziemi, na której się znajdujemy, a Strażnicy to osoby, które pilnują bramy i nie dają się innym przez nią przedostać.
Powiedział to tak spokojnie i swoim aksamitnym głosem, że serce zaczęło mi walić jeszcze mocniej i szybciej.
Nagle do sali wbiegła Anne:
- Żyjesz! Uuuuu, i jak ci się podoba?
- Przepraszam, ale chcę wyjść.
- O, Micolasie, zaprowadź swoją przyjaciółkę do jej pokoju!- rzekł król
- Już idę, ojcze.
Mico złapał mnie za dłoń i zaprowadził do jednego z pokoi. Był on błękitny i przytulny. Gdy weszłam, Mico zamknął drzwi i tylko było słychać jego mruczenie pod nosem.
A ja usiadłam na łóżku i zaczęłam myśleć, czy to aby na pewno się dzieje...
Amnesia #4 - 'Przepowiednia'
Ziuuu ^-^
Lecimy z kolejnym rozdziałem ^^ Małe przypomnienie kolorków wypowiedzi;
Scarlett
Jason
Tris
Tom ( jeszcze go ni ma )
Erick ( jeszcze go ni ma )
Judii
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszyscy razem zeszli na dół. Przez drewniane, zdobione drzwi weszli do bardzo dużej - można by rzec ogromnej - sali. W pomieszczeniu były okna oraz dwie pary schodów. Na środku stała kamienna fontanna, wypełniona jakąś czarną substancją. Przypominała ona ropę, jednak była znacznie mniej gęsta. Scarlett zaciekawiona tym faktem wrzuciła do niej chusteczkę higieniczną, którą znalazła w kieszeni spodni.
- Scar, idziesz?! - zapytał Jason wchodząc z resztą 'ekipy' po marmurowych schodach.
- Tak, tak! - wyciągnęła szybko chusteczkę i chowając ją do kieszeni dołączyła do reszty.
Weszli na 'półpiętro' wsparte kolumnami. Judii - która szła pierwsza - otworzyła drzwi, nieco większe od poprzednich. Po chwili cała czwórka znalazła się w średniej wielkości pokoju przypominającym biuro, o ścianach wykonanych z ciemnego drewna. Pierwszą rzeczą, która rzucała się w oczy był obraz. Wyglądał tak zwyczajnie, a jednak. Było w nim coś co przyprawiało człowieka o strach. Ale nie jakiś zwykły strach. Paniczny lęk, który był w stanie zawładnąć całkowicie nad człowiekiem. Nad jego ciałem i psychiką. Przedstawiał on kobietę, z długimi, kruczoczarnymi włosami, bladą - wręcz białą - cerą i błękitnymi oczyma, nienaturalnie szeroko otwartymi. Gdyby dłużej wpatrywać się w ten przerażający portret, można by stwierdzić, że jej wzrok przeszywa cię na wylot. Wierci w tobie gigantyczną dziurę, lustrując dokładnie każdą część twojego ciała i duszy. Tris szybko zajęła się czymś innym, a mianowicie przeszukiwaniem pokoju. Przetrzepała niemalże wszystkie szuflady, jakie były w pokoju. Znalazła jedynie dwie męskie koszule i zapisany skrawek papieru. Podeszła do Judii;
- Potrafisz to odczytać? - pokazała kartkę z rozmazanym tuszem.
- Czekaj chwilę... - wzięła znalezisko Tris do ręki, próbując się doczytać. Stała przez chwilę na środku, podczas gdy reszta w dalszym ciągu eksplorowała pokój. - Nie mogę, przykro mi. - oddała jej skrawek.
- A może ty Scarlett?
- Daj, spróbuję... - to samo. Nie była w stanie przeczytać ani jednego słowa. - Jedyne co mogę powiedzieć, to tyle, że to jest zdanie.
- To, to i ja wiem... No cóż. Najwyraźniej tego nie odczytamy, szkoda.
- A mnie to się już nie zapytasz? - zza kotary wyłoniła się głowa Jason'a.
- Nie mam po co. I tak ci się nie uda. - uśmiechnęła się szyderczo.
- Dziękuję bardzo. - rzekł z urazą w głosie.
Po przeszukaniu biura, wszyscy w czwórkę zeszli z powrotem na dół, kierując się w stronę kolejnych drzwi. Wyglądały inaczej niż wszystkie inne, które widzieli dotychczas. W górnej ich części spostrzegawcze oko Judii dostrzegło mało widoczne znaki, przypominające runy. Żadne z nich nie znało się na tego typu sprawach, więc zignorowali to i weszli do kolejnego pomieszczenia. Tym razem był to korytarz. Bardzo długi i z pozoru zwyczajny, oświetlany był przez płomyk zapałki Tris. Szli trzymając się blisko siebie. Po pewnym czasie ogieniek zgasł, pogrążając korytarz w ponownym mroku.
- Gdzie jesteście? - spytała Scarlett, szukając swoich towarzyszy.
- Tutaj...! - rozpoznając głos Beatrice, starała się do niej dotrzeć.
Błądząc w poszukiwaniu przyjaciółki, nagle poczuła silny ścisk w okolicach bioder. Po chwili straciła przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Gdy otworzyła oczy w dalszym ciągu panowała ciemność. Dookoła było cicho. Cisza ta wydawała się być tak gęsta i silna, że nic nie zdołałoby jej przerwać. Gdy tylko spróbowała się poruszyć, zorientowała się, że jest przykuta za nadgarstki i kostki. Starała się krzyczeć, lecz nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Nagle do pomieszczenia w jakim się znajdowała dotarło źródło światła - płomyk świecy. Początkowo poczuła ogromną ulgę, lecz uśmiech nadziei szybko zszedł z jej twarzy. Świecę niosła bowiem ta sama kobieta, która widniała na portrecie w biurze...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tymczasem pozostała trójka przebywała już w kolejnej lokacji. Starali się wymyślić sposób, na odnalezienie Scar. Nic sensownego nie przychodziło im do głowy, zwłaszcza, że podczas jej zaginięcia panował całkowity mrok, w którym nie można było dostrzec absolutnie nic. Postanowili, że będą szli dalej i być może znajdą ją w pewnym momencie. Ruszyli więc przed siebie, do piwnicy...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jej blada ręka odstawiła świecę na drewniany stolik. Podeszła do Scarlett z kamiennym wyrazem twarzy, odsłaniając swoje błękitne oczy, które jak dotąd zakrywały kosmyki czarnych włosów. Dziewczyna nie potrafiła odczytać jej intencji, więc leżała w bezruchu, sparaliżowana strachem. Zacisnęła oczy spodziewając się kolejnego omdlenia, lub po prostu śmierci, lecz usłyszała tylko jej dźwięczny głos;
- Chusteczka... - poczuła chłód na całym ciele.
Gdy uniosła lekko prawą powiekę, zorientowała się, że kobieta zniknęła, a ona sama jest wolna. Czym prędzej wstała i wybiegła z pomieszczenia, natykając się na przyjaciółki i brata. Opowiedziała im wszystko.
- A co z tą chusteczką? - spytała Judii.
- A właśnie! To ta, którą wrzuciłam do fontanny... - wyciągnęła owy przedmiot w kieszeni, odczytując drżącym głosem słowa;
- " Nim siedem dni minie, jej los się wypełni, przeznaczenie jest dziwne i pełne cierpieni, lecz życiem swym ocali wszystkich, co zamieszkują kraje kontynentów pobliskich "...
Przekręciła chustkę na drugą stronę. Widniał tam krwawy napis:
- "BEATRICE". - Po tych słowach Scarlett obudziła się w swoim pokoju. W zaciśniętej dłoni trzymała chusteczkę z przepowiednią, a zegar wskazywał godzinę szóstą rano...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To by było na tyle w tym krótkim rozdziale ^-^ Chociaż czy on taki krótki, to ja nie wiem. :P W każdym razie mam nadzieję, że się podobało, zachęcam do komentowania wszelkich opowiadań na naszym blogu i zapraszam na kolejny rozdział (już niedługo *-*).
~ Vanilia
Lecimy z kolejnym rozdziałem ^^ Małe przypomnienie kolorków wypowiedzi;
Scarlett
Jason
Tris
Tom ( jeszcze go ni ma )
Erick ( jeszcze go ni ma )
Judii
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszyscy razem zeszli na dół. Przez drewniane, zdobione drzwi weszli do bardzo dużej - można by rzec ogromnej - sali. W pomieszczeniu były okna oraz dwie pary schodów. Na środku stała kamienna fontanna, wypełniona jakąś czarną substancją. Przypominała ona ropę, jednak była znacznie mniej gęsta. Scarlett zaciekawiona tym faktem wrzuciła do niej chusteczkę higieniczną, którą znalazła w kieszeni spodni.
- Scar, idziesz?! - zapytał Jason wchodząc z resztą 'ekipy' po marmurowych schodach.
- Tak, tak! - wyciągnęła szybko chusteczkę i chowając ją do kieszeni dołączyła do reszty.
Weszli na 'półpiętro' wsparte kolumnami. Judii - która szła pierwsza - otworzyła drzwi, nieco większe od poprzednich. Po chwili cała czwórka znalazła się w średniej wielkości pokoju przypominającym biuro, o ścianach wykonanych z ciemnego drewna. Pierwszą rzeczą, która rzucała się w oczy był obraz. Wyglądał tak zwyczajnie, a jednak. Było w nim coś co przyprawiało człowieka o strach. Ale nie jakiś zwykły strach. Paniczny lęk, który był w stanie zawładnąć całkowicie nad człowiekiem. Nad jego ciałem i psychiką. Przedstawiał on kobietę, z długimi, kruczoczarnymi włosami, bladą - wręcz białą - cerą i błękitnymi oczyma, nienaturalnie szeroko otwartymi. Gdyby dłużej wpatrywać się w ten przerażający portret, można by stwierdzić, że jej wzrok przeszywa cię na wylot. Wierci w tobie gigantyczną dziurę, lustrując dokładnie każdą część twojego ciała i duszy. Tris szybko zajęła się czymś innym, a mianowicie przeszukiwaniem pokoju. Przetrzepała niemalże wszystkie szuflady, jakie były w pokoju. Znalazła jedynie dwie męskie koszule i zapisany skrawek papieru. Podeszła do Judii;
- Potrafisz to odczytać? - pokazała kartkę z rozmazanym tuszem.
- Czekaj chwilę... - wzięła znalezisko Tris do ręki, próbując się doczytać. Stała przez chwilę na środku, podczas gdy reszta w dalszym ciągu eksplorowała pokój. - Nie mogę, przykro mi. - oddała jej skrawek.
- A może ty Scarlett?
- Daj, spróbuję... - to samo. Nie była w stanie przeczytać ani jednego słowa. - Jedyne co mogę powiedzieć, to tyle, że to jest zdanie.
- To, to i ja wiem... No cóż. Najwyraźniej tego nie odczytamy, szkoda.
- A mnie to się już nie zapytasz? - zza kotary wyłoniła się głowa Jason'a.
- Nie mam po co. I tak ci się nie uda. - uśmiechnęła się szyderczo.
- Dziękuję bardzo. - rzekł z urazą w głosie.
Po przeszukaniu biura, wszyscy w czwórkę zeszli z powrotem na dół, kierując się w stronę kolejnych drzwi. Wyglądały inaczej niż wszystkie inne, które widzieli dotychczas. W górnej ich części spostrzegawcze oko Judii dostrzegło mało widoczne znaki, przypominające runy. Żadne z nich nie znało się na tego typu sprawach, więc zignorowali to i weszli do kolejnego pomieszczenia. Tym razem był to korytarz. Bardzo długi i z pozoru zwyczajny, oświetlany był przez płomyk zapałki Tris. Szli trzymając się blisko siebie. Po pewnym czasie ogieniek zgasł, pogrążając korytarz w ponownym mroku.
- Gdzie jesteście? - spytała Scarlett, szukając swoich towarzyszy.
- Tutaj...! - rozpoznając głos Beatrice, starała się do niej dotrzeć.
Błądząc w poszukiwaniu przyjaciółki, nagle poczuła silny ścisk w okolicach bioder. Po chwili straciła przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Gdy otworzyła oczy w dalszym ciągu panowała ciemność. Dookoła było cicho. Cisza ta wydawała się być tak gęsta i silna, że nic nie zdołałoby jej przerwać. Gdy tylko spróbowała się poruszyć, zorientowała się, że jest przykuta za nadgarstki i kostki. Starała się krzyczeć, lecz nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. Nagle do pomieszczenia w jakim się znajdowała dotarło źródło światła - płomyk świecy. Początkowo poczuła ogromną ulgę, lecz uśmiech nadziei szybko zszedł z jej twarzy. Świecę niosła bowiem ta sama kobieta, która widniała na portrecie w biurze...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tymczasem pozostała trójka przebywała już w kolejnej lokacji. Starali się wymyślić sposób, na odnalezienie Scar. Nic sensownego nie przychodziło im do głowy, zwłaszcza, że podczas jej zaginięcia panował całkowity mrok, w którym nie można było dostrzec absolutnie nic. Postanowili, że będą szli dalej i być może znajdą ją w pewnym momencie. Ruszyli więc przed siebie, do piwnicy...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jej blada ręka odstawiła świecę na drewniany stolik. Podeszła do Scarlett z kamiennym wyrazem twarzy, odsłaniając swoje błękitne oczy, które jak dotąd zakrywały kosmyki czarnych włosów. Dziewczyna nie potrafiła odczytać jej intencji, więc leżała w bezruchu, sparaliżowana strachem. Zacisnęła oczy spodziewając się kolejnego omdlenia, lub po prostu śmierci, lecz usłyszała tylko jej dźwięczny głos;
- Chusteczka... - poczuła chłód na całym ciele.
Gdy uniosła lekko prawą powiekę, zorientowała się, że kobieta zniknęła, a ona sama jest wolna. Czym prędzej wstała i wybiegła z pomieszczenia, natykając się na przyjaciółki i brata. Opowiedziała im wszystko.
- A co z tą chusteczką? - spytała Judii.
- A właśnie! To ta, którą wrzuciłam do fontanny... - wyciągnęła owy przedmiot w kieszeni, odczytując drżącym głosem słowa;
- " Nim siedem dni minie, jej los się wypełni, przeznaczenie jest dziwne i pełne cierpieni, lecz życiem swym ocali wszystkich, co zamieszkują kraje kontynentów pobliskich "...
Przekręciła chustkę na drugą stronę. Widniał tam krwawy napis:
- "BEATRICE". - Po tych słowach Scarlett obudziła się w swoim pokoju. W zaciśniętej dłoni trzymała chusteczkę z przepowiednią, a zegar wskazywał godzinę szóstą rano...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To by było na tyle w tym krótkim rozdziale ^-^ Chociaż czy on taki krótki, to ja nie wiem. :P W każdym razie mam nadzieję, że się podobało, zachęcam do komentowania wszelkich opowiadań na naszym blogu i zapraszam na kolejny rozdział (już niedługo *-*).
~ Vanilia
środa, 17 czerwca 2015
Pani Światła I Wody - rozdział pierwszy "Nazywam się Vanessa"
Stała tak nad krańcem zamarzniętej rzeki widać było, że płakała, na jej twarzy widać było szkarłatne plamy.
"Chcę tu zostać - nie wracać, kolejnej zrobię krzywdę." - pomyślała. Nagle wstała i jednym machnięciem ręki odmroziła rzekę, wskoczyła do niej, pomimo, że był środek zimy i zniknęła. Po chwili wylądowała w zatłoczonym pomieszczeniu.
- Jak ty wyglądasz! Cała w kropkach a zaraz przychodzą goście! Idź do łazienki i przepłucz twarz.- powiedziała jej ciotka.
To była dobra myśl dziewczynka pobiegła do łazienki umyć twarz, kiedy spojrzała w lustro na jej twarzy nie było już plam. Po chwili zamyślenia jak to się stało umyła ręce i zeszła do swojego pokoju. Popatrzyła na fotografię swojej mamy po czym machnęła ręką a światło zgasło, zrobiła to jeszcze raz a na jej ciele pojawiła się niebieska jak woda sukienka. Dziewczynka położyła się, wiedziała, że czeka ją kolejny nudny wieczór. Kolejny raz machnęła ręką po czym natychmiastowo zapaliło się światło. Podeszła do półki gdzie stał jeszcze nie rozpakowany z folii pamiętnik, który dostała od mamy wiele lat temu. Zdjęła go po czym znowu położyła się na łóżku. Zgasiła światło i zapaliła tylko małą lampkę, która stała na jej biurku.
"Nazywam się Vanessa, mam 10 lat, jestem panią światła oraz wody - mogę je kontrolować. Ten wspaniały dar odziedziczyłam po swojej mamie, która nie żyje od 9 lat. Mój tata oświadczył się jej siostrze, kilka lat temu, by nie żyć w samotności. Cóż ja? Nie wiem czy żyje, wyjechał rok temu do Japonii, chyba nie ma zamiaru wracać. Żyję z ciotką w wielkiej willi."
"Chyba tyle wystarczy" - pomyślała Van i odłożyła pamiętnik.
Zjechała na dół po wodnej zjeżdżalni, którą sobie wyczarowała. Naturalnie, jej ciotka wiedziała o tych mocach, jednak wolała to ukrywać. Vanessa miała wszystko, a tak naprawdę nic. Wzięła z kuchni tacę z jedzeniem i podeszła do ciotki.
- Gdzie ty się podziewałaś?! - szepnęła oburzona ciotka.
- Przepraszam... ciociu.
- Ah ty zawsze musisz coś zepsuć! Teraz uratuj moją reputację i częstuj gości! - syknęła ciotka.
Nigdy nie była dla niej miła. Zawsze traktowała ją jak śmiecia, dobrze, że jej ojciec wyjechał, bo gdyby wzięli ślub lub co gorsza ciotka zaszłaby w ciążę to byłby koniec.
- Dzień dobry czy nie skosztowałaby pani tych pysznych ciaste.. - nie dokończyła gdy nagle zobaczyła magię na ciastku.
Fioletowy pył unosił się nad nim, to było bardzo niebezpieczne, jednak "pani" nieświadoma zagrożenia wzięła ciastko i nagle zamarzła. Gdy Van to zobaczyła zaczęła machać rękami. Po chwili kobieta odmroziła się. Parsknęła, chociaż Vanessa nie była pewna czy wiedziała co się stało. Po chwili wyszła. Wtedy jak na złość podeszła do niej ciotka
- Co ty wyrabiasz?! Gości mi wypędzasz! Lepiej idź stąd jeśli coś znowu zrobisz!..
Posłuchała. Poszła do pokoju i usiadła na łóżku. Ręce zasłaniały jej twarz. Miała ochotę się rozpłakać, ale nie zrobiła tego. Chciała grać twardą, lecz nie umiała. Zaczęła po cichu łkać. Po kilku minutach wstała i otarła twarz, przebrała się w piżamę i położyła spać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Mam nadzieję, że się podobało :p Pozdrawiam was cieplutko. :* /Sadako (nowa redaktorka)
KONTAKT:
MovieStarPlanet - Winterowa
"Chcę tu zostać - nie wracać, kolejnej zrobię krzywdę." - pomyślała. Nagle wstała i jednym machnięciem ręki odmroziła rzekę, wskoczyła do niej, pomimo, że był środek zimy i zniknęła. Po chwili wylądowała w zatłoczonym pomieszczeniu.
- Jak ty wyglądasz! Cała w kropkach a zaraz przychodzą goście! Idź do łazienki i przepłucz twarz.- powiedziała jej ciotka.
To była dobra myśl dziewczynka pobiegła do łazienki umyć twarz, kiedy spojrzała w lustro na jej twarzy nie było już plam. Po chwili zamyślenia jak to się stało umyła ręce i zeszła do swojego pokoju. Popatrzyła na fotografię swojej mamy po czym machnęła ręką a światło zgasło, zrobiła to jeszcze raz a na jej ciele pojawiła się niebieska jak woda sukienka. Dziewczynka położyła się, wiedziała, że czeka ją kolejny nudny wieczór. Kolejny raz machnęła ręką po czym natychmiastowo zapaliło się światło. Podeszła do półki gdzie stał jeszcze nie rozpakowany z folii pamiętnik, który dostała od mamy wiele lat temu. Zdjęła go po czym znowu położyła się na łóżku. Zgasiła światło i zapaliła tylko małą lampkę, która stała na jej biurku.
"Nazywam się Vanessa, mam 10 lat, jestem panią światła oraz wody - mogę je kontrolować. Ten wspaniały dar odziedziczyłam po swojej mamie, która nie żyje od 9 lat. Mój tata oświadczył się jej siostrze, kilka lat temu, by nie żyć w samotności. Cóż ja? Nie wiem czy żyje, wyjechał rok temu do Japonii, chyba nie ma zamiaru wracać. Żyję z ciotką w wielkiej willi."
"Chyba tyle wystarczy" - pomyślała Van i odłożyła pamiętnik.
Zjechała na dół po wodnej zjeżdżalni, którą sobie wyczarowała. Naturalnie, jej ciotka wiedziała o tych mocach, jednak wolała to ukrywać. Vanessa miała wszystko, a tak naprawdę nic. Wzięła z kuchni tacę z jedzeniem i podeszła do ciotki.
- Gdzie ty się podziewałaś?! - szepnęła oburzona ciotka.
- Przepraszam... ciociu.
- Ah ty zawsze musisz coś zepsuć! Teraz uratuj moją reputację i częstuj gości! - syknęła ciotka.
Nigdy nie była dla niej miła. Zawsze traktowała ją jak śmiecia, dobrze, że jej ojciec wyjechał, bo gdyby wzięli ślub lub co gorsza ciotka zaszłaby w ciążę to byłby koniec.
- Dzień dobry czy nie skosztowałaby pani tych pysznych ciaste.. - nie dokończyła gdy nagle zobaczyła magię na ciastku.
Fioletowy pył unosił się nad nim, to było bardzo niebezpieczne, jednak "pani" nieświadoma zagrożenia wzięła ciastko i nagle zamarzła. Gdy Van to zobaczyła zaczęła machać rękami. Po chwili kobieta odmroziła się. Parsknęła, chociaż Vanessa nie była pewna czy wiedziała co się stało. Po chwili wyszła. Wtedy jak na złość podeszła do niej ciotka
- Co ty wyrabiasz?! Gości mi wypędzasz! Lepiej idź stąd jeśli coś znowu zrobisz!..
Posłuchała. Poszła do pokoju i usiadła na łóżku. Ręce zasłaniały jej twarz. Miała ochotę się rozpłakać, ale nie zrobiła tego. Chciała grać twardą, lecz nie umiała. Zaczęła po cichu łkać. Po kilku minutach wstała i otarła twarz, przebrała się w piżamę i położyła spać.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~Mam nadzieję, że się podobało :p Pozdrawiam was cieplutko. :* /Sadako (nowa redaktorka)
KONTAKT:
MovieStarPlanet - Winterowa
Amnesia #3 - 'Wy też?'
Hejaczka ^^
Lecimy z trzecim rozdziałem, ZIUU. ^-^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Halo? - w słuchawce rozległ się lekko drżący głos Beatrice.
- Tris? Słuchaj, czy to wszystko... się wydarzyło?
- Masz na myśli to dzisiejszej nocy?
- Właśnie...
- Mhm... - chrząknęła cicho.
- Ale... przecież to niemożliwe. - Scarlett usiadła na łóżku w lekkim szoku. Dalej nie mogła otrząsnąć się po tych wydarzeniach.
- Wiem przecież! Ale widziałyśmy to. Na własne oczy.
Do pokoju wszedł Jason.
- Dobra, muszę kończyć. - rozłączyła się.
- Z kim gadałaś? - usiadł na parapecie.
- Jak długo zamieniasz się wtryniać w moje życie? - spytała z nutą ironii w głosie.
- Nie odpowiedziałaś mi. - uśmiechnął się.
- Bo nie mam takiego obowiązku.
- Jak sobie chcesz... W każdym razie ja muszę lecieć. Umówiłem się z kumplami.
- Jakimi kumplami? - uśmiechnęła się szyderczo.
- Bardzo śmieszne Scar... ._. - po tych słowach wyszedł z pokoju.
Scarlett nakryła się niebieskim kocem w uśmiechnięte króliczki, który towarzyszył jej od dziecka. Był już trochę przymały, ale za to cieplutki i miękki. Uwielbiała czuć ten delikatny puszek na swojej twarzy. (Czy jakoś tak..). Leżała tak z dobry kwadrans, dopóki mama nie zapukała do drzwi jej pokoju.
- Wejdź. - wystawiła głowę spod kocyka. (<3)
- A ty nie idziesz dzisiaj do szkoły? - uniosła jedną brew, wchodząc do pokoju.
- Jak mam niby iść? Spędziłam całą noc nieprzytomna w lesie. Myślisz, że mam siłę iść po czymś takim na nudne i monotonne lekcje, otaczając się dziwnymi i totalnie nie rozumiejącymi mnie ludźmi? A, no i nie zapominajmy o nauczycielach. To, to już w ogóle jest inny wymiar. - wzrok miała wbity w sufit.
- No dobrze... Może jesteś głodna? - spytała zbierając brudne ubrania do kosza na pranie.
- Nie.
- Jak będziesz chciała coś zjeść, to zejdź na dół do kuchni. - rpowiedziała przez zamykające się drzwi.
- Jasne. - ponownie nakryła się swoim kocem.
Myślała o tym co się wydarzyło. Nie mogła tego logicznie poukładać w całość. Jedno nie łączyło się z drugim, a kiedy wydawało jej się, że wreszcie zrozumiała, pojawiał się kolejny niepasujący szczegół.
"Nie mogę tak cały dzień leżeć..." - pomyślała po dłuższym czasie.
Wstała, przebrała się w białą, luźną bluzkę na ramiączka, na którą nałożyła skórzaną kurtkę i wyszła z domu.
Zadzwoniła do Judii.
- Hej, mogę wpaść? - spytała zmęczonym głosem.
- Tak, jasne. - nie pracowała, więc mogła zgodzić się na jej wizytę.
Po paru minutach Scarlett dotarła do wieżowca, który zamieszkiwała Judii. Wgramoliła się po schodach na siódme piętro. Nigdy nie lubiła jeździć windą, więc i tym razem sobie odpuściła. Zapukała do mieszkania przyjaciółki, która już po chwili otworzyła drzwi.
- Cześć Scar. - uśmiechnęła się. To był ten ciepły uśmiech, za którym Scarlett tak bardzo tęskniła. Po dwóch latach rozłąki, nareszcie mogła go zobaczyć.
- Hej. - powiedziała i weszła do środka.
- Coś się stało? Kiedy dzwoniłaś brzmiałaś niepokojąco... - usiadły na kanapie w salonie.
- Sama nie wiem, czy ci o tym mówić... - podrapała się nerwowo w tył głowy. (Taki tik nerwowy x3)
- Powiedz! - złapała ją za ramię.
- No dobra... - westchnęła.
Scarlett opowiedziała jej wszystko, co wydarzyło się tej nocy.
- No wiesz.. Na pewno da się to jakoś wyjaśnić... - Judii była miłośniczką 'logicznych wyjaśnień' i zagadek. Miała nawet w planach zostać detektywem.
- Jak? To się wszystko kupy nie trzyma! - wstała i podeszła do okna. Przez to wszystko zapomniała o swoim panicznym lęku wysokościowym. Po prostu stała i obserwowała co dzieje się na podwórku.
- Scar...?
- Hm?
- A... nieważne... - chciała przypomnieć o jej fobii, ale się powstrzymała.
- Ja już chyba pójdę. Po tym wszystkim jestem zmęczona...
- Jasne. Odprowadzić cię?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie, wiesz? ;-;
- Spooko. - uśmiechnęła się.
Zamieniły jeszcze kilka słów, a potem Scarlett wyszła.
Była już 17:30. Scar siedziała na parapecie, trzymając w dłoni książkę zatytułowaną "Świat równoległy". Bardzo lubiła czytać. Zwłaszcza historie Science Fiction, ale dzisiaj po prostu nie mogła. Za bardzo przypominało jej to o dziwnych zdarzeniach, które ostatnio przeżyła. Miała tego dość.
- Cholera! - rzuciła książką o ścianę i usiadła przy biurku. Uruchomiła laptopa.
Oglądała filmy na YouTub'ie do około 23:59. Równo o północy, automatycznie zasnęła.
Ku jej przerażeniu, ponownie obudziła się w tajemniczym pokoju.
- Nie... Nie, nie, nie! - wybiegła z pomieszczenia jak najszybciej. - Tris?! Tris, jesteś tu?!
Po chwili odezwał się głos.
- Jestem!- Beatrice wyłoniła się zza drzwi.
- Jak dobrze... - odparła z ulgą. - Bałam się, że tym razem będę tutaj sama.
- Ale... dlaczego znów tu jesteśmy? - rozejrzała się dla upewnienia, że to dalej to samo miejsce.
- Nie wiem, ale strasznie mi się to nie podoba...
Nagle w korytarzu rozległ się dźwięczny głos Judii.
- Dziewczyny...? - podeszła do nich.
- Judii! Mówiłam ci! Mówiłam ci, że to prawda!
- No widzę, ale... dlaczego ja? :|
- Też chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. - tuż za Scar i Tris stał Jason.
- E.. Ale.. Wy... też? - wydukała zdezorientowana Scarlett.
Żadne z nich nie miało pojęcia gdzie jest, więc poszli w stronę schodów...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kłoniec. :3 Tej właściwej akcji jeszcze nie ma, więc spokojnie, to się jeszcze rozwinie xd Czekajcie cierpliwie na czwarty rozdział. *-* (Mam wrażenie, że ten jest krótszy od poprzednich :| )
~ Vanilia
Lecimy z trzecim rozdziałem, ZIUU. ^-^
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Halo? - w słuchawce rozległ się lekko drżący głos Beatrice.
- Tris? Słuchaj, czy to wszystko... się wydarzyło?
- Masz na myśli to dzisiejszej nocy?
- Właśnie...
- Mhm... - chrząknęła cicho.
- Ale... przecież to niemożliwe. - Scarlett usiadła na łóżku w lekkim szoku. Dalej nie mogła otrząsnąć się po tych wydarzeniach.
- Wiem przecież! Ale widziałyśmy to. Na własne oczy.
Do pokoju wszedł Jason.
- Dobra, muszę kończyć. - rozłączyła się.
- Z kim gadałaś? - usiadł na parapecie.
- Jak długo zamieniasz się wtryniać w moje życie? - spytała z nutą ironii w głosie.
- Nie odpowiedziałaś mi. - uśmiechnął się.
- Bo nie mam takiego obowiązku.
- Jak sobie chcesz... W każdym razie ja muszę lecieć. Umówiłem się z kumplami.
- Jakimi kumplami? - uśmiechnęła się szyderczo.
- Bardzo śmieszne Scar... ._. - po tych słowach wyszedł z pokoju.
Scarlett nakryła się niebieskim kocem w uśmiechnięte króliczki, który towarzyszył jej od dziecka. Był już trochę przymały, ale za to cieplutki i miękki. Uwielbiała czuć ten delikatny puszek na swojej twarzy. (Czy jakoś tak..). Leżała tak z dobry kwadrans, dopóki mama nie zapukała do drzwi jej pokoju.
- Wejdź. - wystawiła głowę spod kocyka. (<3)
- A ty nie idziesz dzisiaj do szkoły? - uniosła jedną brew, wchodząc do pokoju.
- Jak mam niby iść? Spędziłam całą noc nieprzytomna w lesie. Myślisz, że mam siłę iść po czymś takim na nudne i monotonne lekcje, otaczając się dziwnymi i totalnie nie rozumiejącymi mnie ludźmi? A, no i nie zapominajmy o nauczycielach. To, to już w ogóle jest inny wymiar. - wzrok miała wbity w sufit.
- No dobrze... Może jesteś głodna? - spytała zbierając brudne ubrania do kosza na pranie.
- Nie.
- Jak będziesz chciała coś zjeść, to zejdź na dół do kuchni. - rpowiedziała przez zamykające się drzwi.
- Jasne. - ponownie nakryła się swoim kocem.
Myślała o tym co się wydarzyło. Nie mogła tego logicznie poukładać w całość. Jedno nie łączyło się z drugim, a kiedy wydawało jej się, że wreszcie zrozumiała, pojawiał się kolejny niepasujący szczegół.
"Nie mogę tak cały dzień leżeć..." - pomyślała po dłuższym czasie.
Wstała, przebrała się w białą, luźną bluzkę na ramiączka, na którą nałożyła skórzaną kurtkę i wyszła z domu.
Zadzwoniła do Judii.
- Hej, mogę wpaść? - spytała zmęczonym głosem.
- Tak, jasne. - nie pracowała, więc mogła zgodzić się na jej wizytę.
Po paru minutach Scarlett dotarła do wieżowca, który zamieszkiwała Judii. Wgramoliła się po schodach na siódme piętro. Nigdy nie lubiła jeździć windą, więc i tym razem sobie odpuściła. Zapukała do mieszkania przyjaciółki, która już po chwili otworzyła drzwi.
- Cześć Scar. - uśmiechnęła się. To był ten ciepły uśmiech, za którym Scarlett tak bardzo tęskniła. Po dwóch latach rozłąki, nareszcie mogła go zobaczyć.
- Hej. - powiedziała i weszła do środka.
- Coś się stało? Kiedy dzwoniłaś brzmiałaś niepokojąco... - usiadły na kanapie w salonie.
- Sama nie wiem, czy ci o tym mówić... - podrapała się nerwowo w tył głowy. (Taki tik nerwowy x3)
- Powiedz! - złapała ją za ramię.
- No dobra... - westchnęła.
Scarlett opowiedziała jej wszystko, co wydarzyło się tej nocy.
- No wiesz.. Na pewno da się to jakoś wyjaśnić... - Judii była miłośniczką 'logicznych wyjaśnień' i zagadek. Miała nawet w planach zostać detektywem.
- Jak? To się wszystko kupy nie trzyma! - wstała i podeszła do okna. Przez to wszystko zapomniała o swoim panicznym lęku wysokościowym. Po prostu stała i obserwowała co dzieje się na podwórku.
- Scar...?
- Hm?
- A... nieważne... - chciała przypomnieć o jej fobii, ale się powstrzymała.
- Ja już chyba pójdę. Po tym wszystkim jestem zmęczona...
- Jasne. Odprowadzić cię?
- Nie, nie trzeba. Poradzę sobie, wiesz? ;-;
- Spooko. - uśmiechnęła się.
Zamieniły jeszcze kilka słów, a potem Scarlett wyszła.
Była już 17:30. Scar siedziała na parapecie, trzymając w dłoni książkę zatytułowaną "Świat równoległy". Bardzo lubiła czytać. Zwłaszcza historie Science Fiction, ale dzisiaj po prostu nie mogła. Za bardzo przypominało jej to o dziwnych zdarzeniach, które ostatnio przeżyła. Miała tego dość.
- Cholera! - rzuciła książką o ścianę i usiadła przy biurku. Uruchomiła laptopa.
Oglądała filmy na YouTub'ie do około 23:59. Równo o północy, automatycznie zasnęła.
Ku jej przerażeniu, ponownie obudziła się w tajemniczym pokoju.
- Nie... Nie, nie, nie! - wybiegła z pomieszczenia jak najszybciej. - Tris?! Tris, jesteś tu?!
Po chwili odezwał się głos.
- Jestem!- Beatrice wyłoniła się zza drzwi.
- Jak dobrze... - odparła z ulgą. - Bałam się, że tym razem będę tutaj sama.
- Ale... dlaczego znów tu jesteśmy? - rozejrzała się dla upewnienia, że to dalej to samo miejsce.
- Nie wiem, ale strasznie mi się to nie podoba...
Nagle w korytarzu rozległ się dźwięczny głos Judii.
- Dziewczyny...? - podeszła do nich.
- Judii! Mówiłam ci! Mówiłam ci, że to prawda!
- No widzę, ale... dlaczego ja? :|
- Też chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. - tuż za Scar i Tris stał Jason.
- E.. Ale.. Wy... też? - wydukała zdezorientowana Scarlett.
Żadne z nich nie miało pojęcia gdzie jest, więc poszli w stronę schodów...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kłoniec. :3 Tej właściwej akcji jeszcze nie ma, więc spokojnie, to się jeszcze rozwinie xd Czekajcie cierpliwie na czwarty rozdział. *-* (Mam wrażenie, że ten jest krótszy od poprzednich :| )
~ Vanilia
wtorek, 16 czerwca 2015
Strażniczka Ludu- rozdział 2 "Naprawdę najgorszy dzień"
Woah, widzę, że moja historyjka niektórych interesuje B)
A więc będę ją kontynuować, me pućki ♥
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Nie mogłam tego dnia spać. Czułam, że ktoś mnie obserwuje.
A więc będę ją kontynuować, me pućki ♥
/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\
Nie mogłam tego dnia spać. Czułam, że ktoś mnie obserwuje.
Obudziłam się o godzinie 4:07. Wywlokłam się wolnym krokiem z mojego łóżka, które przypominało łóżeczko dla pięciolatki- było pastelowo różowe z pościelą w tańczące koty. Cały mój pokój był żenujący... 13-latka mieszkająca w pokoju z różowymi ścianami. W każdym bądź razem zeszłam na parter. Gdy zeszłam powoli po schodach, skręciłam w prawo, prosto do naszej zniszczonej kuchni. Otworzyłam wiszącą szafkę, z której wyciągnęłam naszą najlepszą miskę w kwiaty. Półkę wyżej jedyne co znalazłam, to opakowanie płatek śniadaniowych w kształcie zwierząt z zoo ( podejrzewałam, że to dla tego niedorozwoja, Willa ) i pajęczynę, więc zdecydowałam, ze wezmę chrupki, choć na jedno wyszło. Zjadłam śniadanie, zrobiłam sobie kakao i poszłam z nim znów do mojego pokoju. Usiadłam na dywanie i wypiłam małymi łyczkami mój napój. Wstałam, po czym poszłam się ubrać i uczesać. Gdy tylko weszłam do łazienki, postanowiłam podejść do lustra i zobaczyć, jak wyglądam dzisiaj. Dodatkowym zaskoczeniem stało się, że przez noc włosy mi się pofalowały, a ja tego nie zauważyłam.
Ubrałam moje najlepsze ubrania- szarą bluzę zakładaną przez głowę. spodenki w kolorze munduru wojskowego i w tym samym kolorze bardzo wysokie getry. Zaplotłam jednego cieniutkiego warkoczyka, który sprawiał wrażenie szarego pasma włosów. Gdy skończyłam się zbierać i gdy wzięłam prysznic oraz umyłam zęby, poszłam się spakować. Po kolei do mojego zniszczonego plecaka leciały książki od chemii, biologii, fizyki, matematyki i francuskiego, zadanie domowe na temat mieszania roztworów oraz usprawiedliwienie. Gdy skończyłam, była już 6:24. Miałam jeszcze godzinę do autobusu. Postanowiłam zrobić coś głupiego.
***
Weszłam po cichu do łazienki, by żaden z mieszkaniec tego domu mnie nie zobaczył. Wzięłam swoją kosmetyczkę z której wyciągnęłam bezbarwny tusz do rzęs i zaczęłam powoli jeździć szczoteczką po rzęsach. Wyglądały pięknie. Gdy skończyłam, wybiegłam z łazienki. Minęło już pół godziny. Wzięłam mój plecak i poszłam ubrać moje glany, spod których ledwo było widać moje getry... szczerze, teraz te getry wyglądały jak skarpetki.
***
Na przystanku było zimno. Autobus spóźnił się trzy minuty. Gdy weszłam, od razu Anne zaczęła do mnie machać z końca pojazdu. Podeszłam szybkim krokiem do niej. Rodzeństwo Glees siedziało jak zwykle razem. Anne była jak zwykle uśmiechnięta i dziewczęco ubrana- tym razem postawiła na białą, zwiewną sukienkę, w której wyglądała jak aniołek, gdyby nie to, że była zgarbiona. Zaś Mico siedział jak zwykle wyprostowany. Był ubrany w białą koszulkę na krótki rękaw z kołnierzykiem, szare spodnie i eleganckie buty. Miał kamienną twarz i jak zwykle swoją grzywkę zaczesaną na lewą stronę. Usiadłam na wolnym siedzeniu w rzędzie obok nich. Reszta drogi minęła bez słowa.
***
Lekcja matematyki była najgorszą lekcją świata. Po co nam coś takiego jak na przykład wzór na sumę sześcianów lub na kwadrat sumy trzech składników?! W każdym razie lekcja ta trwała wieki. Gdy wyszłam z klasy, wiedziałam, że szykują się kłopoty- w stronę czytelni szedł Mico z mnóstwem książek, a parę metrów od niego stał niedorozwój z swoimi kolegami i swoją czerwonowłosą dziewczyną, Dafne. I wtedy zaczęły się kłopoty:
- Hej, badylarzu! Refleks!- krzyknął Will, po czym rzucił w głowę Mico piłką do futbolu.
Na twarzy Mico było widać tylko co chwilę ból, złość i znowu jego kamienną twarz. Zewsząd słychać było śmiech, choć najbardziej to taki przypominający zmieszanie indyka z koniem i świnią- Dafne. Nagle zaczeła mówić tym swoim skrzeczącym głosem:
- Badylarz - ( obrzydliwy śmiech zwierząt z farmy )- A to dobre! Co za frajer z tego dziecka!
I wtedy ujrzałam Anne. Jej twarz była koloru włosów Dafne. Wtedy się "obudziłam" i podbiegłam do Mico:
- Wszystko dobrze? Nic ci nie jest?
Pokiwał tylko głową, że nie, ale ja zauważyłam na jego idealnych włosach plamę krwi.
Wtedy odezwał się niedorozwój:
- Noun, odejdź, nie rób mi siary!
- Nie jestem Noun, tylko North i nie odejdę. Co ci w ogóle odbiło?!- odparłam z powagą w głosie.
- Nie ważne, Noun, North, i tak brzydkie. Posłuchaj mnie, to nie twoja sprawa. Co ty tutaj jeszcze robisz? Nie gadaj, że zadajesz się z tym patykiem i jego siostrzyczką kijkiem!
Wtedy pomogłam do końca zbierać książki Mico i zaczęłam wojnę:
- Przyrzekam ci, że Nicolette się o wszystkim dowie!
- Moja matka nic mi nie może zrobić- powiedział z rozbawieniem w głosie.
- A więc wolisz, żebym powiedziała twojemu ojcu?!
- Idź stąd ty patyczaku! No, już, won! Myślisz, że się ciebie boję?! Śmieszna jesteś!- zaczął mnie pchać.
Wtedy zadzwonił dzwonek:
- W domu masz przesrane, młoda.
I nagle do boju weszła Anne:
-Ty masz czelność nazywać mojego brata frajerem?! Popatrz lepiej na siebie! Nie widzisz, że masz dziewczynę, która chodzi z tobą tylko dla szpanu?! Myślisz, że grożąc innym będziesz fajny?! Mylisz się!
Gdy byłam skupiono na furii Anne, Mico złapał mnie za nadgarstek i odciągnął na bok, po czym dał mi plecak. W dali było słychać krzyki Anne, ale na razie najważniejszy był jej brat:
- Idziemy do pielęgniarki, teraz.
Wtedy Mico popatrzył na mnie z złością w oczach i pokiwał głową w stronę mojej klasy, co znaczyło, ze chce iść sam, a ja mam iść na lekcję.
Odeszłam, choć z niechęcią
***
Weszłam na stołówkę, z nadzieją, że chociaż w spokoju zjem lunch. Jak bardzo się myliłam.
Okazało się, że przygłup zauważył moje "piękne" zęby i rozgadał wszystko swoim kolegom. Stojąc w kolejce po jedzenie, ustawili się za mną i zaczęli krzyczeć:
- Pokaż ząbki!
- Lepiej nie, jeszcze ugryzie!
Wtedy się wszyscy zaczęli śmiać, gdy nagle poczułam ucisk na nadgarstku. Mico miał jednak mocny uścisk. Zaciągnął mnie pod drzwi wejściowe do szkoły:
- Uciekamy. Teraz.
- Łał. Ty umiesz mówić?
Mico spojrzał z rozwścieczeniem w oczach, po czym uśmiechnął się łobuzersko:
- Owszem, umiem.
- Po co mamy uciekać? Znowu się wpakowałeś w kłopoty? Powiedz to Anne, ona ci pomo..
- Nie ma Anne.
- To gdzie ona jest?
- Została wezwana na dwór.
Nagle zaczęło być słychać bieg. Wtedy Mico znów złapał mnie za nadgarstek i biegł w stronę najbliższego lasu.
Po dość długiej ucieczce zatrzymaliśmy się w kręgu drzew. Mico wyciągnął z plecaka fiolkę z białym prochem, który się świecił. Wysypał sobie trochę na dłoń:
- Mico, wytłumacz mi, kogo ścigają i za co?
- Ciebie, za to, że jesteś jedną z nas.
Wtedy złapał mnie za dłoń.
I nagle białe, oślepiające światło trafiło mnie w oczy. Nie czułam już nic...
- Badylarz - ( obrzydliwy śmiech zwierząt z farmy )- A to dobre! Co za frajer z tego dziecka!
I wtedy ujrzałam Anne. Jej twarz była koloru włosów Dafne. Wtedy się "obudziłam" i podbiegłam do Mico:
- Wszystko dobrze? Nic ci nie jest?
Pokiwał tylko głową, że nie, ale ja zauważyłam na jego idealnych włosach plamę krwi.
Wtedy odezwał się niedorozwój:
- Noun, odejdź, nie rób mi siary!
- Nie jestem Noun, tylko North i nie odejdę. Co ci w ogóle odbiło?!- odparłam z powagą w głosie.
- Nie ważne, Noun, North, i tak brzydkie. Posłuchaj mnie, to nie twoja sprawa. Co ty tutaj jeszcze robisz? Nie gadaj, że zadajesz się z tym patykiem i jego siostrzyczką kijkiem!
Wtedy pomogłam do końca zbierać książki Mico i zaczęłam wojnę:
- Przyrzekam ci, że Nicolette się o wszystkim dowie!
- Moja matka nic mi nie może zrobić- powiedział z rozbawieniem w głosie.
- A więc wolisz, żebym powiedziała twojemu ojcu?!
- Idź stąd ty patyczaku! No, już, won! Myślisz, że się ciebie boję?! Śmieszna jesteś!- zaczął mnie pchać.
Wtedy zadzwonił dzwonek:
- W domu masz przesrane, młoda.
I nagle do boju weszła Anne:
-Ty masz czelność nazywać mojego brata frajerem?! Popatrz lepiej na siebie! Nie widzisz, że masz dziewczynę, która chodzi z tobą tylko dla szpanu?! Myślisz, że grożąc innym będziesz fajny?! Mylisz się!
Gdy byłam skupiono na furii Anne, Mico złapał mnie za nadgarstek i odciągnął na bok, po czym dał mi plecak. W dali było słychać krzyki Anne, ale na razie najważniejszy był jej brat:
- Idziemy do pielęgniarki, teraz.
Wtedy Mico popatrzył na mnie z złością w oczach i pokiwał głową w stronę mojej klasy, co znaczyło, ze chce iść sam, a ja mam iść na lekcję.
Odeszłam, choć z niechęcią
***
Weszłam na stołówkę, z nadzieją, że chociaż w spokoju zjem lunch. Jak bardzo się myliłam.
Okazało się, że przygłup zauważył moje "piękne" zęby i rozgadał wszystko swoim kolegom. Stojąc w kolejce po jedzenie, ustawili się za mną i zaczęli krzyczeć:
- Pokaż ząbki!
- Lepiej nie, jeszcze ugryzie!
Wtedy się wszyscy zaczęli śmiać, gdy nagle poczułam ucisk na nadgarstku. Mico miał jednak mocny uścisk. Zaciągnął mnie pod drzwi wejściowe do szkoły:
- Uciekamy. Teraz.
- Łał. Ty umiesz mówić?
Mico spojrzał z rozwścieczeniem w oczach, po czym uśmiechnął się łobuzersko:
- Owszem, umiem.
- Po co mamy uciekać? Znowu się wpakowałeś w kłopoty? Powiedz to Anne, ona ci pomo..
- Nie ma Anne.
- To gdzie ona jest?
- Została wezwana na dwór.
Nagle zaczęło być słychać bieg. Wtedy Mico znów złapał mnie za nadgarstek i biegł w stronę najbliższego lasu.
Po dość długiej ucieczce zatrzymaliśmy się w kręgu drzew. Mico wyciągnął z plecaka fiolkę z białym prochem, który się świecił. Wysypał sobie trochę na dłoń:
- Mico, wytłumacz mi, kogo ścigają i za co?
- Ciebie, za to, że jesteś jedną z nas.
Wtedy złapał mnie za dłoń.
I nagle białe, oślepiające światło trafiło mnie w oczy. Nie czułam już nic...
Amnesia #2 - 'Tylko sen, czy może coś więcej?'
Witam moje miśki :3
Dzisiaj kolejna część opowiadania.
Od teraz wprowadzone sa kolorki, YAY! ^^
Scarlett - czerwony
Tris - zielony
Judii - morski (czy jakoś tak)
Erick - ciemny szary
Jason - niebieski
Tom - pomarańczowy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Scarlett ostrożnie wyszła z pokoju i podążyła za krzykiem. Szła wzdłuż wąskiego korytarza. Nie pamiętała nic z tego co się stało. Głos doprowadził ją do drzwi po prawej stronie, całkiem niedaleko pomieszczenia, w którym się obudziła. Ostrożnie je otworzyła i wsunęła głowę, uzyskując możliwość rozejrzenia się po pokoju. Był nieco większy od tego, w którym sama się znalazła. Ściany były zielone, z ciemną, drewnianą listwą, a cała podłoga była przykryta zakurzonym dywanem. Na środku siedziała...
- Tris?! - Scarlett natychmiast do niej podeszła i przykucnęła. - Co się stało?!
Sparaliżowana strachem Beatrice wskazała na ścianę naprzeciwko niej. Leżały tam ludzkie, poranione zwłoki. Na oko mężczyzny. Scarlett pisnęła cicho na ten widok i odwróciła wzrok. Pomogła Tris wstać i wyszły z pokoju.
- Wiesz jak się tu znalazłaś?
- Niee... Nic nie pamiętam.
- Ja tak samo. To znaczy...
- Tak wiem o co chodzi. - Tris lekko się uśmiechnęła.
Szły tym samym korytarzem, który przed chwilą przemierzała Scarlett. Był on słabo oświetlony, ale Beatrice - jako piromanka (nie wspomniałam o tym?) - miała przy sobie zapałki i oświetliła nieco drogę płomykiem. Po chwili doszły do końca korytarza. Chciały zawrócić, ale zauważyły drewniane schody, prowadzące na niższe piętro.
- Schodzimy? - Tris cofnęła się o kilka kroków.
- A mamy jakieś inne wyjście? - popatrzyła na nią Scar. (skrót od 'Scarlett', jakby ktoś nie wiedział .-. )
- TAK. - odpowiedziała bez namysłu. - Może są jakieś inne drzwi? Chodź, lepiej to sprawdzić. - mówiła nienaturalnie szybko, z niepokojem w głosie.
- Nie ma mowy! - Scarlett złapała ją za rękę. - Schodzimy. - zacisnęła dłoń.
- Nie, proszę! Tam nas czeka śmierć, tam jest ciemno! Nie chcę! - zaczęła się wyrywac pod wpływem paniki. (wpływowa ta 'panika'..)
- Tris uspokój się! - obezwładniła przyjaciółkę i usadowiła ją pod ścianą. - Musisz się opanować i zejść razem ze mną. Mamy zapałki, tak? - mówiła spokojnie Scarlett.
- Mhm. - pokiwała twierdząco głową.
- No. Więc nie będzie tam ciemno. A teraz masz ogarnąć dupę i wstać, bo inaczej już za kilka minut będzie można przeprowadzić sekcję twoich cholernych zwłok! - wykrzyczała.
- Dobra, dobra! Nie krzycz na mnie! Zejdę tam. - oświadczyła Tris. Wyrwała się z uchwytu dziewczyny i wstała, podpierając się o ścianę.
- Okej, dawaj te zapałki. - wyciągnęła rękę.
- Zapałki? - przegrzebała kieszenie. - M-myślałam, że to ty je masz...
- Co...? - na twarzy Scarlett pojawił się uśmiech. Ale nie taki zwykły. To był uśmiech psychopaty. (ojejku ._.) - Że ja je mam?! JA?! Ja ich w życiu nawet nie trzymałam! Jak mogłaś je zgubić po jakichś...
- Cicho! - Beatrice zasłoniła jej usta. - Słyszałaś to?
- Niby co? - spytała oburzona dziewczyna.
- Ćśś! Słuchaj...
Gdzieś w oddali słychać było warczenie, pomieszane z charczeniem.
- No nie wiem jak tobie, ale mi to brzmi jak zażynana świnia. - skrzyżowała ręce.
- Do tego można porównać te - z pewnością nieludzkie - dźwięki. ( nie wiem czy ma być napisane razem, czy osobno. A kasztan z tym.)
- Weź bo gadasz jak jakiś ponadprzeciętny inteligent.
- I kto to mówi? x3
Tajemniczy odgłos - a raczej to, co ten odgłos wydawało - zdawało się być coraz bliżej.
- Scar, to się chyba zbliża. Boję się! - Tris zaczęła szarpać przyjaciółkę za ramię.
- Spokojnie! Nic nam nie będzie.
- To "coś" jest chyba na dole... - wskazała schody.
Przez dłuższą chwilę panowała kompletna cisza. Scar odwróciła się w stronę kompanki.
- Widzisz? Mówiłam ci, że...
- UWAŻAJ! - pisnęła Beatrice z przerażenia.
Jednak zanim Scarlett zdążyła się odwrócić obudziła się. Znów była w lesie. Wszystko sobie przypomniała. Rozejrzała się i przetrzepała kieszenie spodni, w poszukiwaniu telefonu.
- Jest... - powiedziała do siebie.
Leżał pod krzakiem pokrzyw.
- No nie, naprawdę? T-T - wyciągnęła rękę, aby podnieść komórkę. Poparzyła się w kilku miejscach, ale zignorowała to. Telefon poza rozbitym ekranem, nie miał większych uszkodzeń. Działał jak należy.
- Która godzina? - cały czas gadała po cichu sama ze sobą. To dodawało jej w pewien sposób otuchy. Była 6:01 we wtorek. (w poprzedniej części był poniedziałek. Ot, takie info.)
- O cholera... - podniosła się w błyskawicznym tempie i pobiegła do domu. Po drodze zadzwoniła do mamy, aby 'dać znak życia'. W domu dostała opieprz (no a jak inaczej?) od rodziców. Chyba po raz pierwszy martwili się o własną córkę. Przynajmniej tyle z tego było. Scarlett poszła na górę do swojego pokoju, gdzie zastała brata - Jason'a.
- Siemasz młoda. - kiwnął głową na przywitanie. Stroił gitarę.
- Hej. Co ty tu robisz? Myślałam, że się wyprowadziłeś... - rzuciła torbę na łóżko.
- Bo tak jest. Ale pomyślałem, że odwiedzę moją kochaną siostrzyczkę. - uśmiechnął się ironicznie.
- Dobra, mów czego chcesz. - usiadła przy biurku.
- A ty od razu, że ja czegoś chcę. Po prostu... chciałem was odwiedzić i tyle. - kłamał. Scarlett bezbłędnie potrafiła określić kiedy to robił.
- Poważnie. Mów, bo tracę cierpliwość. - włączyła laptopa, jednocześnie wyczekując odpowiedzi Jason'a.
- Eh... widzę, że nie odpuścisz... - wstał i rzucił na biurko Scar czerwoną teczkę. - Masz, przeczytaj.
- Co to jest...? - popatrzyła na niego niepewnym wzrokiem.
- Artykuł ze szkolnej gazetki.
- Kupujesz ten szajs? No powaga...
- CICHO, czytaj.
- "Zdewastowano szkolne korytarze". No, nareszcie ktoś się tym zajął. - uśmiechnęła się do siebie.
- Czytaj dalej.
- Bla, bla, bla... "... woźny Calvin widział jedynie sylwetkę prawdopodobnego sprawcy. Była ona wysoka i chuda. Przez moment widać było kosmyk czerwonych włosów"... - zamilkła.
- I co? Co masz teraz do powiedzenia? - Jason wpatrywał się głeboko w wyraz jej twarzy.
- To... nie mogłam być ja.
- A to niby czemu, hmm?
- Choćby dlatego, że przez całą noc leżałam nieprzytomna w lesie!
- O czym ty mówisz? - wstał. - W lesie?
- Tak. Ktoś mnie chyba... zaatakował, z tego co pamiętam...
W tej chwili zadzwonił telefon Jason'a.
- Poczekaj chwilę. - odebrał i wyszedł na korytarz.
Scarlett położyła się na łóżku, wpatrując się w sufit. Myśli o tym, co wydarzyło się tej nocy nie dawały jej spokoju.
"To nie mógł być sen... To nie mógł być jakiś cholerny sen!" - zerwała się i zadzwoniła do Tris, licząc, że potwierdzi ona jej przekonanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To tyle :3 Jakoś hiper-esktra jeszcze (powtarzam JESZCZE) nie jest, ale mam niecne plany. >:D
Zobaczę czy ten mój pomysł jakoś wypali, NO MIEJMY NADZIEJĘ, ŻE TAK. No to papatki. ^-^
~ Vanilia
Dzisiaj kolejna część opowiadania.
Od teraz wprowadzone sa kolorki, YAY! ^^
Scarlett - czerwony
Tris - zielony
Judii - morski (czy jakoś tak)
Erick - ciemny szary
Jason - niebieski
Tom - pomarańczowy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Scarlett ostrożnie wyszła z pokoju i podążyła za krzykiem. Szła wzdłuż wąskiego korytarza. Nie pamiętała nic z tego co się stało. Głos doprowadził ją do drzwi po prawej stronie, całkiem niedaleko pomieszczenia, w którym się obudziła. Ostrożnie je otworzyła i wsunęła głowę, uzyskując możliwość rozejrzenia się po pokoju. Był nieco większy od tego, w którym sama się znalazła. Ściany były zielone, z ciemną, drewnianą listwą, a cała podłoga była przykryta zakurzonym dywanem. Na środku siedziała...
- Tris?! - Scarlett natychmiast do niej podeszła i przykucnęła. - Co się stało?!
Sparaliżowana strachem Beatrice wskazała na ścianę naprzeciwko niej. Leżały tam ludzkie, poranione zwłoki. Na oko mężczyzny. Scarlett pisnęła cicho na ten widok i odwróciła wzrok. Pomogła Tris wstać i wyszły z pokoju.
- Wiesz jak się tu znalazłaś?
- Niee... Nic nie pamiętam.
- Ja tak samo. To znaczy...
- Tak wiem o co chodzi. - Tris lekko się uśmiechnęła.
Szły tym samym korytarzem, który przed chwilą przemierzała Scarlett. Był on słabo oświetlony, ale Beatrice - jako piromanka (nie wspomniałam o tym?) - miała przy sobie zapałki i oświetliła nieco drogę płomykiem. Po chwili doszły do końca korytarza. Chciały zawrócić, ale zauważyły drewniane schody, prowadzące na niższe piętro.
- Schodzimy? - Tris cofnęła się o kilka kroków.
- A mamy jakieś inne wyjście? - popatrzyła na nią Scar. (skrót od 'Scarlett', jakby ktoś nie wiedział .-. )
- TAK. - odpowiedziała bez namysłu. - Może są jakieś inne drzwi? Chodź, lepiej to sprawdzić. - mówiła nienaturalnie szybko, z niepokojem w głosie.
- Nie ma mowy! - Scarlett złapała ją za rękę. - Schodzimy. - zacisnęła dłoń.
- Nie, proszę! Tam nas czeka śmierć, tam jest ciemno! Nie chcę! - zaczęła się wyrywac pod wpływem paniki. (wpływowa ta 'panika'..)
- Tris uspokój się! - obezwładniła przyjaciółkę i usadowiła ją pod ścianą. - Musisz się opanować i zejść razem ze mną. Mamy zapałki, tak? - mówiła spokojnie Scarlett.
- Mhm. - pokiwała twierdząco głową.
- No. Więc nie będzie tam ciemno. A teraz masz ogarnąć dupę i wstać, bo inaczej już za kilka minut będzie można przeprowadzić sekcję twoich cholernych zwłok! - wykrzyczała.
- Dobra, dobra! Nie krzycz na mnie! Zejdę tam. - oświadczyła Tris. Wyrwała się z uchwytu dziewczyny i wstała, podpierając się o ścianę.
- Okej, dawaj te zapałki. - wyciągnęła rękę.
- Zapałki? - przegrzebała kieszenie. - M-myślałam, że to ty je masz...
- Co...? - na twarzy Scarlett pojawił się uśmiech. Ale nie taki zwykły. To był uśmiech psychopaty. (ojejku ._.) - Że ja je mam?! JA?! Ja ich w życiu nawet nie trzymałam! Jak mogłaś je zgubić po jakichś...
- Cicho! - Beatrice zasłoniła jej usta. - Słyszałaś to?
- Niby co? - spytała oburzona dziewczyna.
- Ćśś! Słuchaj...
Gdzieś w oddali słychać było warczenie, pomieszane z charczeniem.
- No nie wiem jak tobie, ale mi to brzmi jak zażynana świnia. - skrzyżowała ręce.
- Do tego można porównać te - z pewnością nieludzkie - dźwięki. ( nie wiem czy ma być napisane razem, czy osobno. A kasztan z tym.)
- Weź bo gadasz jak jakiś ponadprzeciętny inteligent.
- I kto to mówi? x3
Tajemniczy odgłos - a raczej to, co ten odgłos wydawało - zdawało się być coraz bliżej.
- Scar, to się chyba zbliża. Boję się! - Tris zaczęła szarpać przyjaciółkę za ramię.
- Spokojnie! Nic nam nie będzie.
- To "coś" jest chyba na dole... - wskazała schody.
Przez dłuższą chwilę panowała kompletna cisza. Scar odwróciła się w stronę kompanki.
- Widzisz? Mówiłam ci, że...
- UWAŻAJ! - pisnęła Beatrice z przerażenia.
Jednak zanim Scarlett zdążyła się odwrócić obudziła się. Znów była w lesie. Wszystko sobie przypomniała. Rozejrzała się i przetrzepała kieszenie spodni, w poszukiwaniu telefonu.
- Jest... - powiedziała do siebie.
Leżał pod krzakiem pokrzyw.
- No nie, naprawdę? T-T - wyciągnęła rękę, aby podnieść komórkę. Poparzyła się w kilku miejscach, ale zignorowała to. Telefon poza rozbitym ekranem, nie miał większych uszkodzeń. Działał jak należy.
- Która godzina? - cały czas gadała po cichu sama ze sobą. To dodawało jej w pewien sposób otuchy. Była 6:01 we wtorek. (w poprzedniej części był poniedziałek. Ot, takie info.)
- O cholera... - podniosła się w błyskawicznym tempie i pobiegła do domu. Po drodze zadzwoniła do mamy, aby 'dać znak życia'. W domu dostała opieprz (no a jak inaczej?) od rodziców. Chyba po raz pierwszy martwili się o własną córkę. Przynajmniej tyle z tego było. Scarlett poszła na górę do swojego pokoju, gdzie zastała brata - Jason'a.
- Siemasz młoda. - kiwnął głową na przywitanie. Stroił gitarę.
- Hej. Co ty tu robisz? Myślałam, że się wyprowadziłeś... - rzuciła torbę na łóżko.
- Bo tak jest. Ale pomyślałem, że odwiedzę moją kochaną siostrzyczkę. - uśmiechnął się ironicznie.
- Dobra, mów czego chcesz. - usiadła przy biurku.
- A ty od razu, że ja czegoś chcę. Po prostu... chciałem was odwiedzić i tyle. - kłamał. Scarlett bezbłędnie potrafiła określić kiedy to robił.
- Poważnie. Mów, bo tracę cierpliwość. - włączyła laptopa, jednocześnie wyczekując odpowiedzi Jason'a.
- Eh... widzę, że nie odpuścisz... - wstał i rzucił na biurko Scar czerwoną teczkę. - Masz, przeczytaj.
- Co to jest...? - popatrzyła na niego niepewnym wzrokiem.
- Artykuł ze szkolnej gazetki.
- Kupujesz ten szajs? No powaga...
- CICHO, czytaj.
- "Zdewastowano szkolne korytarze". No, nareszcie ktoś się tym zajął. - uśmiechnęła się do siebie.
- Czytaj dalej.
- Bla, bla, bla... "... woźny Calvin widział jedynie sylwetkę prawdopodobnego sprawcy. Była ona wysoka i chuda. Przez moment widać było kosmyk czerwonych włosów"... - zamilkła.
- I co? Co masz teraz do powiedzenia? - Jason wpatrywał się głeboko w wyraz jej twarzy.
- To... nie mogłam być ja.
- A to niby czemu, hmm?
- Choćby dlatego, że przez całą noc leżałam nieprzytomna w lesie!
- O czym ty mówisz? - wstał. - W lesie?
- Tak. Ktoś mnie chyba... zaatakował, z tego co pamiętam...
W tej chwili zadzwonił telefon Jason'a.
- Poczekaj chwilę. - odebrał i wyszedł na korytarz.
Scarlett położyła się na łóżku, wpatrując się w sufit. Myśli o tym, co wydarzyło się tej nocy nie dawały jej spokoju.
"To nie mógł być sen... To nie mógł być jakiś cholerny sen!" - zerwała się i zadzwoniła do Tris, licząc, że potwierdzi ona jej przekonanie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To tyle :3 Jakoś hiper-esktra jeszcze (powtarzam JESZCZE) nie jest, ale mam niecne plany. >:D
Zobaczę czy ten mój pomysł jakoś wypali, NO MIEJMY NADZIEJĘ, ŻE TAK. No to papatki. ^-^
~ Vanilia
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Amnesia #1 - 'Początek Koszmaru'
Witam. B)
I oto nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy to Vanilka zacznie pisać na blogu Tiko ^^ Tak króciutko o mnie, żebyście mi nie usnęli, a potem przejdę do opowiadania :3
Jestem Julia, mam 13 lateł. Moją pasją jest taniec, szkicowanie i śpiewanie (chociaż wyję jak wilk do księżyca ;-;). No i oczywiście pisanie (dość często dziwnych i porypanych) opowiadań ^-^ Tak, obeznaliście się już ze mną, więc możemy zaczynać. *^*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszystko wydawało się normalne. Scarlett szła ciemnymi o tej porze ulicami, na przedmieściach Londynu, delikatnie oświetlanymi przez latarnie. Zboczyła na leśną ścieżkę.
"Pójdę na skróty..." - pomyślała.
Gdy powoli zmierzała do domu poczuła silne kopnięcie w okolicach kręgosłupa. Upadła na ziemię, po czym otrzymała jeszcze mocniejszy cios, tym razem w głowę. Straciła przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Cześć kochana. - powiedziała Tris witając się ze Scarlett, z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Bez takich ceregieli, proszę. - odparła ze śmiechem dziewczyna.
- Ah, no tak. Już zapomniałam jaki masz charakterek. - Tris mrugnęła do niej porozumiewawczo.
- Ah, a ja zapomniałam jaka ty potrafisz być upierdliwa :B
- Ah, a ja zapomniałam jaka ty jesteś czepialska.
- Będziemy się tak sprzeczać, czy ruszymy w końcu w stronę tego wariatkowa? (czyt. szkoły) - spytała lekko poirytowana już Scarlett.
- Co? A, tak...
Szły chwilę w milczeniu.
- Myślisz, że ta krowa od matmy nam coś zada? - przerwała ciszę Tris.
- Znając ją to pewnie tak. I to cholernie dużo x3
- Tak po wakacjach? :C (no a czemu nie? .-.)
- A czego ty się spodziewasz? Cudu Boskiego? - wybuchnęła śmiechem, który jak zawsze był niezbyt głośny i dało się w nim słyszeć nutkę ironii.
- Bardziej porwania tego babska przez illuminatian, ale... tak, to chyba też można zaliczyć do Cudu Boskiego. - odparła ze śmiertelną powagą w głosie Beatrice, z miną niedorozwiniętego muła. (mówiłam, że będzie apokalipsa...? ;-;)
Scarlett parsknęła i opluła przyjaciółkę.
- Dzięki. - ironicznie powiedziała ofiara toksycznego jadu - zwanego śliną - wycierając twarz.
- P-przepraszam. - wykrztusiła Scarlett, dławiąc się śmiechem.
Tris pomogła jej wstać z chodnika, po czym kontynuowały podróż do szkoły. Wlokły się jak żółwie na Saharze, w 40 - stopniowym upale.
Gdy dotarły do 'wariatkowa', od razu chciały iść pod salę od matematyki - bo była to pierwsza lekcja w nowym roku szkolnym - ale strażnik Teksasu, pani woźna zwróciła im uwagę i kazała zmienić buty przed wejściem na piętro. (i skąd ja to znam? ;_; )
Niechętnie zeszły na dół do szatni, szepcząc pomiędzy sobą;
- Głupia jędza. - rzekła dotknięta Tris.
- Chodź i nie gadaj. Potem wpuścimy jej kolekcję owadów mojego brata do dyżurki.
Ostatecznie zmieniły obuwie. Gdy rozległ się dzwonek szybko pobiegły na górę.
W klasie nic a nic się nie zmieniło. Ławki dalej były poniszczone i pobazgrane, na tablicy dalej były zacieki, a nauczycielka dalej była wredną żmiją. Normalka.
Scarlett usiadła w swojej ławce, w której siedziała już 4 lata. Tak. 4 długie lata. gdyby nie fakt, że musi powtarzać klasę, już dawno znajdowałaby się za granicą Londynu.
Dosłownie co trzy minuty zerkała na zegarek, modląc się w duchu aby ta męczarnia się już skończyła. Ostro ich ta jędza cisnęła, oj ostro. Kilkakrotnie poprosiła Scarlett do tablicy.
"Uwzięła się na mnie jak nic! Niech płonie w odmętach piekła!" - przeklinała ją w duchu dziewczyna.
Szczerze jej nienawidziła. Była jak natrętny komar bzyczący ci nad uchem w środku nocy. Na każdej lekcji starała się jak tylko mogła, żeby upokorzyć swoją płomiennowłosą uczennicę. O nie, Scarlett nie miała zamiaru dłużej tego znosić. Jak gdyby nigdy nic wzięła swoją torbę i wyszła z klasy, a następnie z budynku. (dzieci, nie bierzcie z niej przykładu!)
Tris wybiegła zaraz za nią, jednak nie zdąrzyła już dogonić przyjaciółki. Słysząc wrzaski dyrektorki, natychmiast wróciła posłusznie do szkoły, gdzie odbyła pogadankę z panią pedagog.
Scarlett wlokła się przez miasto, zaglądając w witryny sklepowe. Nie obchodziło ją, że nauczycielka zadzwoni do jej rodziców. I tak nie interesują się tym co dzieje się w życiu ich córki. Szła w całkowitym zamyśleniu przez dobre pięć minut. Z tego transu wyrwał ją dziewczęcy, delikatny głos. Odwróciła się. To była Judii - jej przyjaciółka z poprzedniej szkoły. Tej szkoły, z której została wywalona za coś, czego nie zrobiła. Za coś, w co została niefortunnie wkopana. Za coś, co stało się głównie przez Judii. Mimo wszystko ucieszła się na jej widok. Uśmiechnęła się blado i podeszła do dziewczyny.
- Cześć. - powiedziała Judii z nieśmiałością.
- Cześć, co u ciebie? - entuzjastycznie odpowiedziała Scarlett.
- U mnie wszystko dobrze. Słyszałam, że... - zawachała się.
- Że...?
- ... no, że powtarzasz klasę. - zaczerwieniła się dziewczyna.
Scarlett w odpowiedzi machnęła ręką.
- Walić to. Nie mam zamiaru tam wracać.
- Mhm...
- A ty co? Twoja twarz koloru moich włosów! - dodała ze śmiechem.
- No bo wiesz, myślałam, że dalej się gniewasz, za to, co się stało w Bridge School.
- To przeszłość. Wiesz... muszę lecieć. Nie ma gwarancji, że dyrektorka nie wysłała za mną jakiejś woźnej.
- Co? - Judii przekrzywiła głowę. Wyglądała śmiesznie.
- Nieważne. Zadzwonię dziś wieczorem! - powiedziała Scarlett na odchodne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziła się w tajemniczym miejscu. Był to pokój. Niewielki zresztą. Ściany były koloru ciemnej czerwieni, a na podłodze leżał dywan ze skóry zwierzęcej. Chyba niedźwiedziej. Meble były wykonane z ciemnego drewna, a Scarlett leżała w dużym łóżku z baldachimem, z zieloną narzutką. Wstała i rozejrzała się dookoła. Pomieszczenie rozjaśniały płomienie kilku świec. Po chwili usłyszała znajomy dla jej uszu krzyk...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kłoniec. :3 Kolejny rozdział jutro, lub pojutrze. To papatki ^^
~ Vanilia
I oto nadeszła ta wiekopomna chwila, kiedy to Vanilka zacznie pisać na blogu Tiko ^^ Tak króciutko o mnie, żebyście mi nie usnęli, a potem przejdę do opowiadania :3
Jestem Julia, mam 13 lateł. Moją pasją jest taniec, szkicowanie i śpiewanie (chociaż wyję jak wilk do księżyca ;-;). No i oczywiście pisanie (dość często dziwnych i porypanych) opowiadań ^-^ Tak, obeznaliście się już ze mną, więc możemy zaczynać. *^*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wszystko wydawało się normalne. Scarlett szła ciemnymi o tej porze ulicami, na przedmieściach Londynu, delikatnie oświetlanymi przez latarnie. Zboczyła na leśną ścieżkę.
"Pójdę na skróty..." - pomyślała.
Gdy powoli zmierzała do domu poczuła silne kopnięcie w okolicach kręgosłupa. Upadła na ziemię, po czym otrzymała jeszcze mocniejszy cios, tym razem w głowę. Straciła przytomność...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
- Cześć kochana. - powiedziała Tris witając się ze Scarlett, z promiennym uśmiechem na twarzy.
- Bez takich ceregieli, proszę. - odparła ze śmiechem dziewczyna.
- Ah, no tak. Już zapomniałam jaki masz charakterek. - Tris mrugnęła do niej porozumiewawczo.
- Ah, a ja zapomniałam jaka ty potrafisz być upierdliwa :B
- Ah, a ja zapomniałam jaka ty jesteś czepialska.
- Będziemy się tak sprzeczać, czy ruszymy w końcu w stronę tego wariatkowa? (czyt. szkoły) - spytała lekko poirytowana już Scarlett.
- Co? A, tak...
Szły chwilę w milczeniu.
- Myślisz, że ta krowa od matmy nam coś zada? - przerwała ciszę Tris.
- Znając ją to pewnie tak. I to cholernie dużo x3
- Tak po wakacjach? :C (no a czemu nie? .-.)
- A czego ty się spodziewasz? Cudu Boskiego? - wybuchnęła śmiechem, który jak zawsze był niezbyt głośny i dało się w nim słyszeć nutkę ironii.
- Bardziej porwania tego babska przez illuminatian, ale... tak, to chyba też można zaliczyć do Cudu Boskiego. - odparła ze śmiertelną powagą w głosie Beatrice, z miną niedorozwiniętego muła. (mówiłam, że będzie apokalipsa...? ;-;)
Scarlett parsknęła i opluła przyjaciółkę.
- Dzięki. - ironicznie powiedziała ofiara toksycznego jadu - zwanego śliną - wycierając twarz.
- P-przepraszam. - wykrztusiła Scarlett, dławiąc się śmiechem.
Tris pomogła jej wstać z chodnika, po czym kontynuowały podróż do szkoły. Wlokły się jak żółwie na Saharze, w 40 - stopniowym upale.
Gdy dotarły do 'wariatkowa', od razu chciały iść pod salę od matematyki - bo była to pierwsza lekcja w nowym roku szkolnym - ale strażnik Teksasu, pani woźna zwróciła im uwagę i kazała zmienić buty przed wejściem na piętro. (i skąd ja to znam? ;_; )
Niechętnie zeszły na dół do szatni, szepcząc pomiędzy sobą;
- Głupia jędza. - rzekła dotknięta Tris.
- Chodź i nie gadaj. Potem wpuścimy jej kolekcję owadów mojego brata do dyżurki.
Ostatecznie zmieniły obuwie. Gdy rozległ się dzwonek szybko pobiegły na górę.
W klasie nic a nic się nie zmieniło. Ławki dalej były poniszczone i pobazgrane, na tablicy dalej były zacieki, a nauczycielka dalej była wredną żmiją. Normalka.
Scarlett usiadła w swojej ławce, w której siedziała już 4 lata. Tak. 4 długie lata. gdyby nie fakt, że musi powtarzać klasę, już dawno znajdowałaby się za granicą Londynu.
Dosłownie co trzy minuty zerkała na zegarek, modląc się w duchu aby ta męczarnia się już skończyła. Ostro ich ta jędza cisnęła, oj ostro. Kilkakrotnie poprosiła Scarlett do tablicy.
"Uwzięła się na mnie jak nic! Niech płonie w odmętach piekła!" - przeklinała ją w duchu dziewczyna.
Szczerze jej nienawidziła. Była jak natrętny komar bzyczący ci nad uchem w środku nocy. Na każdej lekcji starała się jak tylko mogła, żeby upokorzyć swoją płomiennowłosą uczennicę. O nie, Scarlett nie miała zamiaru dłużej tego znosić. Jak gdyby nigdy nic wzięła swoją torbę i wyszła z klasy, a następnie z budynku. (dzieci, nie bierzcie z niej przykładu!)
Tris wybiegła zaraz za nią, jednak nie zdąrzyła już dogonić przyjaciółki. Słysząc wrzaski dyrektorki, natychmiast wróciła posłusznie do szkoły, gdzie odbyła pogadankę z panią pedagog.
Scarlett wlokła się przez miasto, zaglądając w witryny sklepowe. Nie obchodziło ją, że nauczycielka zadzwoni do jej rodziców. I tak nie interesują się tym co dzieje się w życiu ich córki. Szła w całkowitym zamyśleniu przez dobre pięć minut. Z tego transu wyrwał ją dziewczęcy, delikatny głos. Odwróciła się. To była Judii - jej przyjaciółka z poprzedniej szkoły. Tej szkoły, z której została wywalona za coś, czego nie zrobiła. Za coś, w co została niefortunnie wkopana. Za coś, co stało się głównie przez Judii. Mimo wszystko ucieszła się na jej widok. Uśmiechnęła się blado i podeszła do dziewczyny.
- Cześć. - powiedziała Judii z nieśmiałością.
- Cześć, co u ciebie? - entuzjastycznie odpowiedziała Scarlett.
- U mnie wszystko dobrze. Słyszałam, że... - zawachała się.
- Że...?
- ... no, że powtarzasz klasę. - zaczerwieniła się dziewczyna.
Scarlett w odpowiedzi machnęła ręką.
- Walić to. Nie mam zamiaru tam wracać.
- Mhm...
- A ty co? Twoja twarz koloru moich włosów! - dodała ze śmiechem.
- No bo wiesz, myślałam, że dalej się gniewasz, za to, co się stało w Bridge School.
- To przeszłość. Wiesz... muszę lecieć. Nie ma gwarancji, że dyrektorka nie wysłała za mną jakiejś woźnej.
- Co? - Judii przekrzywiła głowę. Wyglądała śmiesznie.
- Nieważne. Zadzwonię dziś wieczorem! - powiedziała Scarlett na odchodne.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziła się w tajemniczym miejscu. Był to pokój. Niewielki zresztą. Ściany były koloru ciemnej czerwieni, a na podłodze leżał dywan ze skóry zwierzęcej. Chyba niedźwiedziej. Meble były wykonane z ciemnego drewna, a Scarlett leżała w dużym łóżku z baldachimem, z zieloną narzutką. Wstała i rozejrzała się dookoła. Pomieszczenie rozjaśniały płomienie kilku świec. Po chwili usłyszała znajomy dla jej uszu krzyk...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Kłoniec. :3 Kolejny rozdział jutro, lub pojutrze. To papatki ^^
~ Vanilia
Strażniczka Ludu- rozdiał 1 " Początki "
I tak nikt w to nie uwierzy, a potem zostanę zamieniona w pył, ale piszę to, bo wierzę, że są osoby, które to przeczytają i dowiedzą się, że Magia istnieje...
Nazywam się North Liteque i mam 13 lat. Nikt po mnie nie spodziewałby się czegoś złego... czarne, proste włosy do połowy ud, oczy w kolorze nieba, blada cera, 170 cm wzrostu, o wiele za chuda postać, łagodne rysy twarzy... można się spodziewać czegoś złego po takiej dziewczynce? Zdecydowanie nie, jeżeli nawet się nie pamięta o takiej North, a jednak! Ale o tym później...
Aż dwie osoby pamiętają o moim imieniu- Mico i Anne, moi jedyni przyjaciele. Nawet mój przybrany brat nie pamięta mojego imienia, a mieszkam z nim już osiem lat. A tak poza tym, mieszkam w rodzinie zastępczej. Mam starszego przybranego brata, Willa. Jest okropny. Ma 15 lat, ale wygląda na co najmniej 18, przez swoje muskularne ciało i odpowiedzialny wyraz twarzy... cóż za mylne wrażenia wszyscy o nim mają! A poza tym... oto jak wyglądają Mico i Anne:
Są rodzeństwem, Anne jest w moim wieku, a Mico jest o rok starszy. Anne ma ok. 158 cm wzrostu, jest troszkę ode mnie lżejsza, ma blond, pokręcone włosy do miejsca wcięcia w talii, duże jasne oczy w odcieniu lekkiego fioletu, tak samo jak jej brat. Jej skóra wpada pod bardzo jasny fiolecik i się świeci.
A teraz Mico... hmmm... Ma 180 cm wzrostu, bardzo chudy jak na chłopaka z takim wzrostem. Zawsze chodzi wyprostowany jak struna. Nic nie mówi, a przynajmniej ja nie słyszałam żadnych słów z jego ust. Jego włosy są czarne i zawsze z perfekcyjnie ułożoną grzywką. Jego skóra również ma nienaturalny kolor lekkiego błękitu.
Wracając do mnie- moi rodzice nie żyją. Zginęli gdy miałam pięć lat. A oto małe streszczenie tego wydarzenia... jedynego, jakie pamiętam z mojej przeszłości:
Wieczorem, gdy ja już spałam, ktoś podpalił nasz dom. Moi rodzice wyrzucili mnie przez okno i sami zginęli. Umarli z mojego powodu. Nic więcej nie pamiętam, ani z przed tego wydarzenia, ani nic po nim, aż do czasu, gdy miałam 11 lat.
A teraz na coś, w co mi nikt chyba nie uwierzy...
Pięć dni temu zemdlałam w szkole na lekcji chemii. Obudziłam się po trzech dni, z tym, ze wyglądałam inaczej- włosy urosły mi co najmniej 10 cm, oczy miały kolor o wiele za jasnego niebieskiego, który sprawił, że wyglądałam dość przerażająco. Uszy zrobiły się jak u tych elfów co stoją w marketach na święta. Skóra zrobiła się biała jak ściana i błyszcząca, a kły zrobiły się jak u wampira. Anne powiedziała, że nie widzi żadnych zmian. Zaczynam podejrzewać, że musi kupić sobie okulary.
Ale świat zwariował dopiero następnego dnia...
~Tiko
Nazywam się North Liteque i mam 13 lat. Nikt po mnie nie spodziewałby się czegoś złego... czarne, proste włosy do połowy ud, oczy w kolorze nieba, blada cera, 170 cm wzrostu, o wiele za chuda postać, łagodne rysy twarzy... można się spodziewać czegoś złego po takiej dziewczynce? Zdecydowanie nie, jeżeli nawet się nie pamięta o takiej North, a jednak! Ale o tym później...
Aż dwie osoby pamiętają o moim imieniu- Mico i Anne, moi jedyni przyjaciele. Nawet mój przybrany brat nie pamięta mojego imienia, a mieszkam z nim już osiem lat. A tak poza tym, mieszkam w rodzinie zastępczej. Mam starszego przybranego brata, Willa. Jest okropny. Ma 15 lat, ale wygląda na co najmniej 18, przez swoje muskularne ciało i odpowiedzialny wyraz twarzy... cóż za mylne wrażenia wszyscy o nim mają! A poza tym... oto jak wyglądają Mico i Anne:
Są rodzeństwem, Anne jest w moim wieku, a Mico jest o rok starszy. Anne ma ok. 158 cm wzrostu, jest troszkę ode mnie lżejsza, ma blond, pokręcone włosy do miejsca wcięcia w talii, duże jasne oczy w odcieniu lekkiego fioletu, tak samo jak jej brat. Jej skóra wpada pod bardzo jasny fiolecik i się świeci.
A teraz Mico... hmmm... Ma 180 cm wzrostu, bardzo chudy jak na chłopaka z takim wzrostem. Zawsze chodzi wyprostowany jak struna. Nic nie mówi, a przynajmniej ja nie słyszałam żadnych słów z jego ust. Jego włosy są czarne i zawsze z perfekcyjnie ułożoną grzywką. Jego skóra również ma nienaturalny kolor lekkiego błękitu.
Wracając do mnie- moi rodzice nie żyją. Zginęli gdy miałam pięć lat. A oto małe streszczenie tego wydarzenia... jedynego, jakie pamiętam z mojej przeszłości:
Wieczorem, gdy ja już spałam, ktoś podpalił nasz dom. Moi rodzice wyrzucili mnie przez okno i sami zginęli. Umarli z mojego powodu. Nic więcej nie pamiętam, ani z przed tego wydarzenia, ani nic po nim, aż do czasu, gdy miałam 11 lat.
A teraz na coś, w co mi nikt chyba nie uwierzy...
Pięć dni temu zemdlałam w szkole na lekcji chemii. Obudziłam się po trzech dni, z tym, ze wyglądałam inaczej- włosy urosły mi co najmniej 10 cm, oczy miały kolor o wiele za jasnego niebieskiego, który sprawił, że wyglądałam dość przerażająco. Uszy zrobiły się jak u tych elfów co stoją w marketach na święta. Skóra zrobiła się biała jak ściana i błyszcząca, a kły zrobiły się jak u wampira. Anne powiedziała, że nie widzi żadnych zmian. Zaczynam podejrzewać, że musi kupić sobie okulary.
Ale świat zwariował dopiero następnego dnia...
~Tiko
niedziela, 14 czerwca 2015
Na sam początek...
Blog ten nie będzie prowadzony tylko przeze mnie.
Jak sama nazwa mówi, to jest Tylko Twoja Historia, a więc jeżeli zawsze chciałeś napisać książkę, masz okazję. Jeżeli chcesz być redaktorem, napisz mi na pocztę- MissDiAngelo@wp.pl. Pamiętajcie, napiszcie z Gmaila!
A teraz coś o mnie:
Nie zdradzę swojego imienia, ale będę się podpisywać Tiko...
Bloga tego założyłam z powodu mojej wielkiej wyobraźni i zamiłowania do pisania własnych powieści związanych z Fantastyką i Mitologią.
Mam również drugiego bloga, którego prowadzę sama. Znajduje się na nim moja kontynuacja serii Percy'ego Jackson'a.
Wydaje mi się, że to tyle co do mnie...
Teraz coś o blogu:
Jest niesamowity, bo jest tylko nasz... każdego, kto tylko będzie chciał!
Każdy na nim znajdzie coś dla siebię.
To tyle w tym poście ^.^
~Tiko
Jak sama nazwa mówi, to jest Tylko Twoja Historia, a więc jeżeli zawsze chciałeś napisać książkę, masz okazję. Jeżeli chcesz być redaktorem, napisz mi na pocztę- MissDiAngelo@wp.pl. Pamiętajcie, napiszcie z Gmaila!
A teraz coś o mnie:
Nie zdradzę swojego imienia, ale będę się podpisywać Tiko...
Bloga tego założyłam z powodu mojej wielkiej wyobraźni i zamiłowania do pisania własnych powieści związanych z Fantastyką i Mitologią.
Mam również drugiego bloga, którego prowadzę sama. Znajduje się na nim moja kontynuacja serii Percy'ego Jackson'a.
Wydaje mi się, że to tyle co do mnie...
Teraz coś o blogu:
Jest niesamowity, bo jest tylko nasz... każdego, kto tylko będzie chciał!
Każdy na nim znajdzie coś dla siebię.
To tyle w tym poście ^.^
~Tiko
Subskrybuj:
Posty (Atom)





